Ale czy kiedykolwiek zastanowiliśmy się, skąd to się wzięło i dokąd prowadzi?
Nie trzeba daleko szukać. Po II wojnie światowej, w Stanach Zjednoczonych rozwinęła się kultura „self-made man” - idea, że każdy może osiągnąć sukces, jeśli tylko wystarczająco mocno się postara. Równolegle, w psychologii - m.in. za sprawą Martina Seligmana psychologia zaczęła badać wpływ optymizmu, wdzięczności i pozytywnego myślenia na jakość życia.
Sam temu uległem. Szczególnie gdy wszedłem w środowisko, dla którego ta narracja była czymś oczywistym - niepisanym kodeksem.
A jest w tym ukryta pułapka: nigdy nie jesteś wystarczający. Zaczynasz porównywać się z innymi. Czujesz poczucie winy, że robisz za mało. Głód. Pęd. Ciśnienie. Widzisz, że wszyscy wokół są szybsi, skuteczniejsi, bardziej zorganizowani - i zaczynasz wierzyć, że coś z Tobą jest nie tak.
O co chodzi w samodoskonaleniu
Współczesne rozumienie samodoskonalenia często prowadzi nas w ślepą uliczkę. Zamiast do spokoju - do frustracji. Zamiast do siły - do presji.
W starożytności rozumiano to zupełnie inaczej. Dla stoików, ale i dla innych szkół filozoficznych, samodoskonalenie oznaczało przede wszystkim poznanie siebie (łac. nosce te ipsum). Istotą samodoskonalenia powinno być poczucie nasycenia. Bycia „nakarmionym” - wewnętrznie. Czyli znalezienia się we właściwym miejscu, w zgodzie ze sobą, z poczuciem sensu. Tymczasem współczesna narracja o rozwoju opiera się na czymś przeciwnym: ciągłym głodzie.
I to ma fundamentalne znaczenie, jeśli jesteś szefem, liderem, kimś, kto wpływa na innych.
Dlaczego?
- Bo jeśli karmisz ludzi wiecznym niedosytem, produkujesz frustrację. Wpychasz ich w spirale, z której nie da się wyjść bez szkody dla głowy.
- Bo sam stajesz się złym przykładem - symbolem człowieka, który nigdy nie odpoczywa, nie ma granic, nie zna słowa „dość”.
- Bo wypalisz się szybciej, niż zdążysz coś zbudować. A wtedy nie pomoże żaden kurs zarządzania ani coach od produktywności. Kiepska kondycja szefa, to krok do kiepskiej kondycji zespołu, firmy…
Na koniec: uważaj, co w sobie wzmacniasz
Ludzie nie tylko słuchają, co mówimy. Oni naśladują nasz stan. Tempo. Ton. Priorytety. Moja refleksja?
- Jeśli pokazujesz, że rozwój to wieczny niedosyt - nauczą się nie cenić siebie.
- Jeśli sam nie umiesz się zatrzymać - nikt w Twoim zespole nie odważy się zwolnić.
- Jeśli ciągle jesteś „w drodze po więcej” - zabierzesz im prawo do bycia „tu i teraz”.
Samodoskonalenie nie powinno być nowym narzędziem kontroli - ani nad sobą, ani nad zespołem. To raczej sposób istnienia - świadomy, spokojny, zakorzeniony w tym, co naprawdę ważne.
Lider, który zna siebie, nie musi niczego udowadniać. A lider, który nie zna siebie - będzie całe życie gonił cień własnej wartości.
Podziel się tym artykułem: