Lider, który zna siebie, nie musi niczego udowadniać.

„Być lepszą wersją siebie”, „Lepszy model”, „Never give up” i „Wychodzenie poza strefę komfortu”. Na pewno nie raz słyszeliśmy te sformułowania. Mają motywować, podkręcać tempo, sprawiać, że damy z siebie choć odrobinę więcej.

Opublikowano · 3 min czytania

#Leadership

Ale czy kiedykolwiek zastanowiliśmy się, skąd to się wzięło i dokąd prowadzi?

Nie trzeba daleko szukać. Po II wojnie światowej, w Stanach Zjednoczonych rozwinęła się kultura „self-made man” - idea, że każdy może osiągnąć sukces, jeśli tylko wystarczająco mocno się postara. Równolegle, w psychologii - m.in. za sprawą Martina Seligmana psychologia zaczęła badać wpływ optymizmu, wdzięczności i pozytywnego myślenia na jakość życia.

Sam temu uległem. Szczególnie gdy wszedłem w środowisko, dla którego ta narracja była czymś oczywistym - niepisanym kodeksem.

A jest w tym ukryta pułapka: nigdy nie jesteś wystarczający. Zaczynasz porównywać się z innymi. Czujesz poczucie winy, że robisz za mało. Głód. Pęd. Ciśnienie. Widzisz, że wszyscy wokół są szybsi, skuteczniejsi, bardziej zorganizowani - i zaczynasz wierzyć, że coś z Tobą jest nie tak.

O co chodzi w samodoskonaleniu

Współczesne rozumienie samodoskonalenia często prowadzi nas w ślepą uliczkę. Zamiast do spokoju - do frustracji. Zamiast do siły - do presji.

W starożytności rozumiano to zupełnie inaczej. Dla stoików, ale i dla innych szkół filozoficznych, samodoskonalenie oznaczało przede wszystkim poznanie siebie (łac. nosce te ipsum). Istotą samodoskonalenia powinno być poczucie nasycenia. Bycia „nakarmionym” - wewnętrznie. Czyli znalezienia się we właściwym miejscu, w zgodzie ze sobą, z poczuciem sensu. Tymczasem współczesna narracja o rozwoju opiera się na czymś przeciwnym: ciągłym głodzie.

I to ma fundamentalne znaczenie, jeśli jesteś szefem, liderem, kimś, kto wpływa na innych.

Dlaczego?

  1. Bo jeśli karmisz ludzi wiecznym niedosytem, produkujesz frustrację. Wpychasz ich w spirale, z której nie da się wyjść bez szkody dla głowy.
  2. Bo sam stajesz się złym przykładem - symbolem człowieka, który nigdy nie odpoczywa, nie ma granic, nie zna słowa „dość”.
  3. Bo wypalisz się szybciej, niż zdążysz coś zbudować. A wtedy nie pomoże żaden kurs zarządzania ani coach od produktywności. Kiepska kondycja szefa, to krok do kiepskiej kondycji zespołu, firmy…

Na koniec: uważaj, co w sobie wzmacniasz

Ludzie nie tylko słuchają, co mówimy. Oni naśladują nasz stan. Tempo. Ton. Priorytety. Moja refleksja?

  • Jeśli pokazujesz, że rozwój to wieczny niedosyt - nauczą się nie cenić siebie.
  • Jeśli sam nie umiesz się zatrzymać - nikt w Twoim zespole nie odważy się zwolnić.
  • Jeśli ciągle jesteś „w drodze po więcej” - zabierzesz im prawo do bycia „tu i teraz”.

Samodoskonalenie nie powinno być nowym narzędziem kontroli - ani nad sobą, ani nad zespołem. To raczej sposób istnienia - świadomy, spokojny, zakorzeniony w tym, co naprawdę ważne.

Lider, który zna siebie, nie musi niczego udowadniać. A lider, który nie zna siebie - będzie całe życie gonił cień własnej wartości.

Podziel się tym artykułem:

Łukasz Kruszewski

O autorze

Łukasz Kruszewski

Co-CEO Freedom · praktyk biznesu i strateg

Od 20 lat buduje i prowadzi firmy. Zaczynał jako agent nieruchomości, dziś współzarządza Freedom - największą siecią nieruchomości w Polsce. Pisze o przywództwie, decyzjach i AI, łącząc praktykę z filozofią stoicką.

W biznesie
20 lat
Sieć Freedom
100+ biur
Newsletter
2 500+ liderów