Tylko spokój nas uratuje

20

Mar, 2020

To się narobiło, co? Z powodu niewidzialnego wirusa cały świat się zatrzymał i stanął na głowie. W perspektywie najbliższych tygodni, globalnie lepiej nie będzie, więc trzeba przygotować się na zmiany i trudne decyzje. Jak to zrobić, aby utrzymać się na powierzchni?

Życie musi znowu stanąć na nogi, aby poradzić sobie z nowym wyzwaniem. W innym przypadku przed nami tylko równia pochyła. Czy świat jest na właściwej drodze?

Gdzie w tym wszystkim jest balans?

Śledząc media społecznościowe jedyne czego można się nabawić to stanów lękowych. Z jednej strony w mediach atakują nas komunikaty o tym, ile nowych osób jest zarażonych, co się dzieje za granicą, jakie to niemądre czy ryzykowne decyzje podejmują rządy, wreszcie jak nieodpowiedzialnie zachowują się niektóre osoby. Co rusz pojawiają się artykuły, często zagraniczne, z mocno brzmiącymi tytułami – idzie zło, opamiętajcie się – w których na poparcie tych tez jest milion wykresów, słupków, cytatów.  Niewiele osób z nich cokolwiek zrozumie, ale bez wątpienia budują one wrażenie prawd objawionych.

Z drugiej strony jest bagatelizowanie sprawy (szczególnie widoczne w  niedawnych działaniach UK a teraz grill’owanie w parkach i spacery w lesie), bądź bombardowanie dobrymi informacjami pod auspicjami akcji #parytetdobra. Pozytywne  wiadomości są mega potrzebne, niemniej teraz zaczynam obserwować nurt prawie mesjanistyczny. Cudowne ozdrowienie pacjenta zero i światowe katharsis

Lidewij Edelkoort (taki współczesny Fukuyama, który niegdyś ogłosił  “koniec historii”) rzecze, że przed nami złota era człowieka. Globalna kwarantanna spowoduje opamiętanie w ilości konsumowanych dóbr. Zaczniemy doceniać ideę #lessismore, Ziemia się odrodzi i będziemy produkować mniej bo gospodarka wejdzie w zieloną energię i w ogóle przejdziemy w tryb rzemieślnictwa. A wszystko to, ponieważ przed dwa miesiące przestoju chińskich fabryk oczyściło się powietrze. 

Na dokładkę, ostatnio prezydent Japonii poinformował, że Igrzyska się odbędą i będzie to triumf ludzkości nad nowym koronawirusem. I co Ty na to?

Masz prawo czuć złość 

Jestem przedsiębiorcą i wiem, że droga biznesu jest kręta. Czasami jest różowo, innym razem okropnie niewygodnie, ale zazwyczaj stabilnie. W długiej perspektywie czasu jest po prostu normalnie z tendencją wzrostową. 

Dziś jednak mamy do czynienia z czynnikami totalnie niezależnymi od nas. Żyjemy w zglobalizowanym świecie i ciąg kilku decyzji spowodował, że nagle rzesza przedsiębiorców obserwuje puste konta. Czy jednak dało się przewidzieć aż taką katastrofę?

Tak. Dlatego jestem zły na siebie, że zbyt długo obserwowałem medialne doniesienia o rozprzestrzenianiu się wirusa a w zbyt małym stopniu, i nie wystarczająco szybko odniosłem je do mojej firmy. Nie spodziewałem się takiej siły rażenia.

Wielu z nas towarzyszy ciągłe skupianie się na bieżących projektach, realizacji zadań, planach i snuciu pomysłów na przyszłość. Tymczasem los (wirus) pokazał, jak w ciągu jednego dnia można zmienić optykę. Jeszcze w środę planowanie rozwoju, a już w czwartek planowanie przetrwania. Czy to nie jest paradoks?

Zbyt szybko, zbyt dużo, zbyt łapczywie. Covid-19 z pewnością jest pitstopem, żeby nie tyle przemodelować swoje biznesy (wszyscy do onlajnu!) ale bardziej zmienić podejście do zarządzania firmą

Co możesz zrobić?

Lęk nakręcił  spiralę “optymalizacji”. Wszyscy – nie ważne czy zasadnie, czy nie – ruszyliśmy po szukanie sposobów na poprawę płynności. Ja, nie ukrywam również jestem w tym łańcuszku, ale właśnie dlatego, chcę pokazać bezpodstawność pewnych ruchów.

To chore! Minęło raptem kilka dni, a już wiele biznesów (i to bezpośrednio niedotkniętych jeszcze sytuacją) wyciąga ręce o zmianę warunków płatności, odroczenia bądź w ogóle umorzenia. Hello! Jeśli już, to zdrowy rozsądek podpowiada najpierw sprawdzić u kontrahenta samą możliwość przesunięcia/umorzenia, a nie od razu formułujesz twarde oczekiwania. To jest po pierwsze mało poważne, po drugie nieodpowiedzialne. Przecież wszyscy jedziemy na tym samym wózku – dziś Ty wykończysz mnie, jutro sam upadniesz, bo Ciebie wykończy ktoś inny.

Dlatego walkę o przetrwanie trudniejszego okresu warto zacząć od siebie. Zamiast od razu wyciągać ręce (umyte!) po czyjejś przychody, zastanów się, z których zbędnych wydatków możesz zrezygnować.

Moje rozwiązania

  • zrezygnowałem z mikro kosztów takich jak Netflix, Spotify oraz softów biznesowych, które nie odpowiadały za generowanie bezpośrednich przychodów. Nie uwierzysz, ale może się z tego zebrać nawet tysiąc złotych miesięcznie
  • zawiesiłem działania, które w założeniu miały przynieść przychody w ciągu pół roku, a w 100% skoncentrowałem się na obecnych klientach i zabezpieczeniu tego “łańcucha” dostaw,
  • zdefiniowałem, co mogę sprzedać (np. średnio używany laptop) żeby uwolnić “zamrożone” środki,
  • zrezygnowałem z dużych zobowiązań jeśli mogłem odłożyć je w czasie. Nie kupiłem nowego auta,
  • podkręciłem tempo prac nad własnym zapleczem produktowym, by móc mieć więcej przychodów ze sklepu internetowego.
  • z częścią klientów przeszedłem na projekty online, co wzajemnie gwarantuje nam stabilizację przychodów (klient ma nowy kanał przychodów, ja utrzymanie stawki za obsługę).

Co Ty możesz zrobić:

  • zminimalizować koszty zaczynając od swojego budżetu zobowiązań. Nie wszystko co masz dziś, musisz koniecznie mieć jutro,
  • dogadać się z podwykonawcami/partnerami w zakresie stawek tj. obniż swoje oczekiwania finansowe, bądź przesuń je w czasie, aby wzajemnie utrzymać się na powierzchni,
  • uelastycznić się na negocjacje z klientami, szczególnie jeśli oferują szybką gotówkę, 
  • stosować sprawdzone już sposoby i modele działania – testowanie odłożyć na spokojniejsze czasy,
  • z większym rozsądkiem wchodzić w nowe projekty, ale nie zamykaj się na nowe pomysły i rozwiązania!
  • zachować rozsądek – rób to, co jest od Ciebie zależne, bo wszystko inne w tym momencie nie ma znaczenia.

Bądź proaktywny szukaj nowych pomysłów na siebie i wokół siebie. I pamiętajmy, rynek jest jak domino. Jeśli Ty dziś nie zapłacisz kontrahentowi, jutro ktoś nie zapłaci Tobie. Lepiej więc szukać rozwiązań, dzięki którym może nie na jachcie lecz na tratwie, ale razem dopłyniecie do portu. 

Tylko spokój nas uratuje

Nie masz wpływu na to przed jakim wyzwaniem staje Twoja firma, ale zdecydowanie masz wpływ na to, jak się zachowasz i co z tym zrobisz. 

Zobacz jak niektórzy błyskawicznie wykorzystują kryzys na rozwój biznesu. A widać to nie tylko po maseczkach czy płynach dezynfekcyjnych, ale również ekspertach, którzy robią webinary i podcasty jak sobie poradzić w tej trudnej sytuacji. Pomagają, ale i zarabiają. Budują nową bazę klientów.

To ich trzeba słuchać i obserwować, zamiast tych, którzy mówią, że twojego biznesu już nie ma, wieszczą co się stanie na rynku, gdy cały biznes padnie, straszą, że czeka nas recesja.

Jednym słowem – nie panikuj! Trzeba robić swoje. 

Będzie trudno, ale jaki obraz sobie namalujesz, taki będzie wisiał na ścianie. Może powieje trochę ironią, lecz chińskie słowo kryzys niesie w sobie zarówno znaczenie “niebezpieczeństwo” jak i “szansa”. Trzeba będzie pewnie przemodelować biznesy i trochę odczekać, ale też mogą otworzyć się nowe możliwości, które w “normalnych” okolicznościach nie przyszłyby do głowy.

Powrót do normalności 

Mleko się rozlało. Lamentowanie nie ma sensu. Bagatelizowanie sprawy tym bardziej! Teraz po prostu trzeba się z tym zmierzyć i podjąć konstruktywne działania. Wydaje nam się, że wirus nas nie dotknie bo go nie widać, jest piękna pogoda, świeci słońce a w radiu gra ulubiona piosenka. Niestety musimy się przygotować, że będziemy mieć chorych wśród bliskich. Być może sami go złapiemy. Jednak cokolwiek by się nie działo będziemy musieli podejmować trudne decyzje. Lepiej mieć wówczas chłodną głowę niż emocjonalną palpitację serca. 

Spróbujmy wrócić do normalności w nas – bo na to, co wokół i tak nie mamy większego wpływu.

Na koniec  pocieszenie. To na pewno sytuacja przejściowa. Nie będziemy do końca ludzkości chodzić w rękawiczkach i maseczkach czy stawać w odległości 2 metrów od siebie. Jak to pięknie powiedziała The Oracle z Matrixa – everything that has a beginning has an ending. I chociaż to naprawdę dopiero początek, to myśl o mecie pozwala mi złapać lepszy rytm. W tym duchu zostawiam i Was i siebie!

Bądźcie zdrowi 😉

Wsparcie bloga