Tak w pełni poważnie – mam w sobie wystarczającą dawkę pokory, by umieć zastosować do siebie myśl; „Wiem, że nic nie wiem”. Staram się ciągle uczyć, dlatego odnajduję się w środowiskach, które dają mi do tego okazje. Wielu z nas nie ma poczucia, że coś może – często patrzymy na coś, złościmy się, frustrujemy, czujemy, że można by inaczej. Ja też tak mam, tylko po prostu wolę spróbować to zmieniać, zamiast marudzić.

Zacznę lekko niestandardowo. Czynny harcerz, trener, radny miasta Gdynia, konsultant ds. marketingu i komunikacji, dyrektor sprzedaży. Czy jest coś na czym się wybitnie nie znasz?:)

Jako czynny harcerz zupełnie nie znam się na trunkach i tzw. „napojach wyskokowych” – nie doradzę, nie zarekomenduję, że o czynnej konsumpcji nie wspomnę. Wybitnie nie znam się na rzeczach wymagających umiejętności manualnych. Wyzwań hydrauliczno- remontowych, w trosce o otoczenie, infrastrukturę i współużytkowników nawet nie próbuję podejmować – wywieszam białą flagę manifestacyjnie, od razu i z wielkim pośpiechem. Z wielkim uznaniem patrzę na ludzi, którzy mają talenty manualne, a z mieszaniną szacunku, zadziwienia i nabożnej czci spoglądam na programistów. Co ciekawe, miałem okazję pracować już w kilku firmach z sektora IT, na szczęście nie dotykając spraw programistycznych. A w pełni poważnie – mam w sobie wystarczającą dawkę pokory, by umieć zastosować do siebie myśl; „Wiem, że nic nie wiem”. Staram się ciągle uczyć, dlatego odnajduję się w środowiskach, które dają mi do tego okazje.

Jesteś niesamowicie pozytywnie nakręconym człowiekiem, który chce zmieniać świat zaczynając od jego podstaw. Od tego co lokalne. Miłość do Gdyni, to po prostu lokalny patriotyzm czy coś więcej? W czym tkwi wyjątkowość tego miejsca?

Gdynia to specyficzne miejsce. Mało jest miast, w których żyją ludzie, którzy są jego rówieśnikami. W Gdyni naprawdę żywy jest duch ludzi, którzy świadomie wybrali to miejsce, rzucili wszystko, dali się uwieść marzeniom i tu przyjechali, zostawiając wszystko za sobą, tworząc miasto od podstaw. O Gdyni mówi się, że to miasto „z morza i marzeń” i jakkolwiek patetycznie to nie brzmi, to myślę, że tak właśnie jest. Sąsiedni Gdańsk był od zawsze, Gdynię trzeba było zdefiniować, stworzyć, nadać jej formę, kształt i charakter. W Gdyni jesteśmy dumni z tego dzieła i jednocześnie pamiętamy czas, gdy miasto dynamicznie rosło – stąd takie oczekiwanie, by ta dynamika nadal była, by nie stać w miejscu. To jedyne miejsce w Polsce, gdzie miasto dwukrotnie mniejsze od stolicy województwa buńczucznie rzuca mu wyzwania, konkuruje z nim i nie boi się porównań. Jestem dumny z tego, że tu mieszkam, że tu urodziły się moje córki, że Morizon, w którym pracuję, jest gdyńską firmą, a poza pracą mogę jako radny zrobić jeszcze parę sensownych rzeczy dla swojego miasta. Gdy zaproponowano mi funkcję pełnomocnika Prezydenta Gdyni ds. komunikacji rowerowej, przyjąłem to jak ważne wyzwanie – mogę usprawnić, ulepszyć w realny sposób kawałek miasta, w którym żyję. Wielu z nas nie ma takiego poczucia, że coś może – często patrzymy na coś, złościmy się, frustrujemy, czujemy, że można by inaczej. Ja też tak mam, tylko po prostu wolę spróbować to zmieniać, zamiast marudzić.

Wybacz, ale dla czytelników nie mogę o to nie zapytać. Jesteś z „tych” trzebiatowskich? Masz duszę aktora? 🙂

Wszyscy Trzebiatowscy to jedna Rodzina i choć obecnie „na topie” jest Marta Żmuda Trzebiatowska, a wszyscy pytają mnie z niedowierzaniem o pokrewieństwo z nią, to warto pamiętać, że nasz ród ma już 500 lat i poza znaną aktorką, dał też światu wiele innych ważnych osób. Wspomnę choćby pisarkę Annę Łajming, znanego chemika prof. Włodzimierza Trzebiatowskiego, malarza Janusza Trzebiatowskiego, olsztyńskiego;) senatora Antoniego Trzebiatowskiego, obecną posłankę Ewę Trzebiatowską, starostę bytowskiego Jacka Trzebiatowskiego, czy mojego dziadka – jednego z najbardziej znanych profesorów zajmujących się historią wychowania – Klemensa Trzebiatowskiego. Trzymam kciuki za Martę, kibicuję jej, ale nasza rodzina ma wiele powodów do dumy.

Oprócz bycia radnym jesteś też dyrektorem sprzedaży w morizon.pl. W sumie trudno się dziwić jeśli pochłania Cię praca z ludźmi nie można wybrać lepszego stanowiska. Gdzie zaczynałeś swoją przygodę z nieruchomościami i skąd w ogóle pomysł na tę branżę?

Gdy byłem na studiach, próbowałem zatrudnić się w agencji nieruchomości – wtedy mnie nie chcieli, uznając za osobę zbyt młodą i bez doświadczenia. Dziś, znając specyfikę branży, myślę o tej decyzji z uznaniem. Potem miałem okazję kilkukrotnie korzystać z usług pośredników i muszę przyznać, że były to pozytywne doświadczenia. Najwięcej o branży dowiedziałem się jednak znacznie później, przez 3,5 roku pracy w TYSZKIEWICZ NIERUCHOMOŚCI, koordynując pracę dużego działu marketingu i realizując codzienne wsparcie dla kilkudziesięciu pośredników z różnych działów. Uczyłem się specyfiki pracy tych ludzi, widziałem co dla nich jest ważne, w czym są dobrzy, a które działania sprawiają im kłopot, razem z zespołem starałem się dobierać narzędzia tak, by ułatwiały im pracę i skutecznie docierały do tych, którzy powinni je zaobserwować. Starałem się nie tylko porównywać skuteczność różnych działań, ale również obserwować jakość tych działań na tle konkurencji i podpowiadać pośrednikom, co inni robią inaczej, lepiej, czasem skuteczniej.

Odchodziłem z pracy nie tylko zostawiając dobrze przygotowanego następcę, ale także z poczuciem dobrze wykonanej pracy – takim symbolicznym jej zwieńczeniem było otrzymanie przez naszą agencję tytułu „Mieszkaniowej Marki Roku”. W kolejnym miesiącu zacząłem swoją przygodę w Morizonie, traktując poprzednie trzy i pół roku jako bardzo ważną inwestycję, dzięki której dużo lepiej rozumiem naszych klientów i umiem spojrzeć na usługi serwisów internetowych z ich punktu widzenia.

Nie wchodząc w meandry serwisów i marketingu internetowego odpowiedź proszę na pytanie, które nurtuje chyba wszystkich pośredników. Czy warto promować „dobrą” ofertę? Czy takie oferty nie sprzedają się „same”?

Właśnie dobre trzeba promować – kiepskich nie ma sensu! Promowanie kiepskiej, niesprzedawalnej oferty to właśnie marnowanie czasu i środków. W czasach szumu informacyjnego i zalewania nas bodźcami, już nie dostęp do informacji staje się wyzwaniem, ale ich sensowna selekcja. Ważne informacje prezentuje się na wcześniejszych stronach gazet, kluczowe newsy podaje w pierwszych sekundach wiadomości, a dobre oferty traktuje w sposób szczególny, bo nie zasługują na ich przeoczenie.

Na koniec zadaję wszystkim jedno pytanie. Jaki jesteś na co dzień. Tobie go nie zadam. Po prostu zaproszę wszystkich na Twoją stronę i Twego bloga. Dzięki!

 

zztrzebiatowskiZygmunt Zmuda-Trzebiatowski – Radny Miasta Gdynia, Regionalny Dyrektor Sprzedaży w morizon.pl,  szkoleniowiec, trener, właściciel firmy szkoleniowo – marketingowej Akcent. Edukacja i rozwój osobisty to dla niego priorytety zarówno w pracy zawodowej jak i społecznej, dlatego cały czas poszerza swoje umiejętności. Absolwent prawa mimo, iż nie zdecydował się na aplikację, wykorzystuje zdobytą wiedzę prawniczą pomagając innym przebrnąć przez trudną i zawiłą drogę proceduralną. Konsultant do spraw komunikacji i wizerunku, prowadził szkolenia z tego zakresu m.in. dla pracowników policji oraz liderów organizacji pozarzadowych. Zdeklarowany harcerz, miłośnik Kresów Wschodznich oraz wędrówek górskich. www.trzebiatowski.pl

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.