Zazwyczaj od sukcesu dzieli nas tylko krok. Thomas Edison powiedział, że wielu życiowych rozbitków to ludzie, którzy nie zdawali sobie sprawy, jak bliscy byli sukcesu, kiedy się poddali. No cóż. Czasami naprawdę tak niewiele brakuje…. Ale nie o Edisonie dziś, lecz o człowieku, który przeszedł do kart historii z trochę innego powodu.

Kilka dni temu skończyłem czytać świetną książkę – Tytan. Życie Johna. D. Rockefellera. Od chwili kiedy przewróciłem ostatnią kartkę, stała się moją prywatną biblią myślenia o biznesie i własnym rozwoju.

Biografia Rockefellera to rezerwuar wskazówek, które z powodzeniem możemy przenieść na nasz grunt i codzienną pracę przemieniać w sukces. Jednak najważniejsza z nich drzemie w prostej filozofii traktującej, że przeciwności losu są tylko sposobem na jeszcze większy rozwój.

 

Trudności jak u każdego, postawa jak u niewielu

Życie Rockefllerea nie było usłane różami. Dzieciństwo spędził w dość skromnych, chwilami wręcz purytańskich warunkach. Ojciec był typem obieżyświata, trudniącym się wszystkim na czym mógł się nieuczciwie dorobić. Oszukiwał nawet syna łupiąc go niemiłosiernie z ostatnich centów.

Pierwsze kroki jakie John stawiał na rynku pracy także były dla niego surową lekcją. Codziennie, przez osiem godzin chodził na rozmowy kwalifikacyjne i składał podania. Dobrych kilka tygodni odsyłano go z firmy do firmy, aż zatrudnił się w firmie Hewitt and Tuttle.

W czasie jego biznesowej wędrówki do pozycji magnata i uczynienia ze Standard Oil światowej potęgi także napotykał na wiele trudności. Walczył nie tylko z konkurencją, ale także z kontrahentami i społeczeństwem. Wszyscy jak jeden widzieli w nim monopolistę i oszusta zgrabnie poruszającego się po meandrach prawa, wykorzystującego luki dla własnych korzyści. On jednak z każdego boju i utarczki wychodził zwycięsko i dziś jest prawdziwym wzorem do naśladowania. W czym zatem tkwi jego sekret?

 

Źródło sukcesu

W losach Rockefellera można doszukiwać się zarówno geniuszu jak i zwykłego zbiegu okoliczności – tego, że znalazł się” we właściwym miejscu, we właściwym czasie”. Ja natomiast widzę w nim to, co może tkwić w każdym z nas.

 

 

Rafineryjny magnat mógł się poddać wiele razy. Wtedy kiedy wytoczono mu bezprecedensowy proces, gdy dziennikarka Ida Tarbell brukała jego osobę i porównywała do diabła. Gdy Edison wynalazł żarówkę i cały biznes roponośny stanął pod znakiem zapytania. Wreszcie kiedy zakładał firmę w kiepskim miejscu dla rafinerii – konkurencja była bliżej pól naftowych niż Cleveland, skąd pochodził Rockefeller.

Te trudności nigdy jednak go nie zatrzymywały. Wszędzie wolał dostrzegać możliwość poprawy. W Cleveland zobaczył potencjał linii kolejowych, które dały mu przewagę nad konkurencją. Odkrycie Edisona zamknęło co prawda świat nafty, ale otworzyło rynek motoryzacji i lotnictwa. Nieprzychylna prasa sprawiła, że mógł pokazać swoją drugą naturę – filantropa i rzecznika wspierania edukacji. A sam proces uczynił go jeszcze bogatszym, ponieważ po rozwiązaniu Standard Oli korporacja podzieliła zyski i przekształciła się w mniejsze firmy.

 

Co Cię w życiu spotyka?

Rockefeller był przykładem stoickiego ducha konsekwentnie odcinającego się od zewnętrznych zdarzeń. Szczególnie negatywnych. Może dziś tak niewielu odnosi sukces, bo dopuszcza do swojego umysłu szkodliwe refleksje? W końcu jesteśmy tym, co myślimy.

Negatywne myślenie jest jak wirus. To zaraza niszcząca nas od wewnątrz. Sprytnie ukrywa się pod osłoną krytyki, bądź li tylko opisywania rzeczywistości, gdy tymczasem jest opisywaniem naszego do niej stosunku. Nie jej samej. Tu sprawdza się matematyczna prawda – 10% życia to to, co nas spotyka, 90% to to, jak na to reagujemy. W życiu spotyka nas to, co chcemy aby nas spotykało.

 

Człowiek naszych czasów

Rockefeller dożył sędziwego wieku 98 lat. Żył w trudnych czasach początków Ameryki, wojny secesyjnej, gorączki złota, kształtowania się mechanizmów wolnorynkowych. Chociaż jego przeciwników jest być może więcej niż zwolenników, jednego nie można mu odmówić. Był niesamowitym strategiem i współczesnym ucieleśnieniem doskonałego menadżera.

Niezłomność w postępowaniu zapewniała mu wiara w to, że w każdym nieszczęściu drzemie możliwość poprawy. Tam gdzie inni widzieli problemy, on widział wyzwania. Tam gdzie konkurencja czuła ryzyko, on inwestycję. Dzięki temu zbudował jedną z największych firm na świecie – Standar Oil. Markę, której korzenie są dziś w takich firmach jak Mobil, Exxon, Chevron.

Zdaje mi się, że gdyby żył Rockefeller szepnął by do nas – jeśli jednym z praw sukcesu jest optymizm, warto zacząć się uśmiechać i widzieć rzeczy w lepszym świetle. Sukces czai się tuż za rogiem…

 zdjęcie: http://bit.ly/1lEm9Oi