Wczoraj Krzysiek na grupie „na temat nieruchomości” zamieścił intrygujący post. Pojawiło się wirtualne biuro nieruchomości, które jak samo mówi jest pewnym kompromisem między serwisem ogłoszeniowym a pośrednikiem. Kompromisem, który przy minimalizacji kosztów współpracy gwarantuje maksymalizację reklamy, co ma przekładać się na generowanie większego ruchu na ofercie.


Osobiście cieszę się, że pojawiają się takie inicjatywy, ponieważ są one formą różnicowania naszej oferty i tym samym przyczyniają się do wzrostu konkurencyjności. A przynajmniej powinny. No ale jeśli już się pojawią to rynkowi przysługuje święte prawo ich oceny i analizy. Przejrzałem więc stronę wirtualnego biura i natrafiłem na ciekawe porównane tego, co robi wirtualne biuro, a co standardowy pośrednik.

Jest tego naprawdę sporo, więc skoncentruję się na tym co najważniejsze, czyli co jest różnicą i domniemaną przeciwwagą działań.

 

1. Wykonanie dobrych zdjęć

Pośrednik – czasem. Wirtualne biuro – Tak. No cóż, trudno nie zgodzić się z faktem, że rynek pośrednictwa nie jest jeszcze przyzwyczajony do profesjonalnej fotografii nieruchomości, stąd odpowiedź „czasem” jest faktycznie na miejscu. Zdjęcia z „ręki” nadal można spotkać w wielu miejscach internetu. I chociaż w branży jednak dużo się dzieje, z miesiąca na miesiąc widać postęp w tej materii to dziś jest jeszcze kiepsko. Liczę, że w przeciągu 10 lat będzie lepiej. Mamy problemy, ok przyjmujemy to na klatę. Pytanie co na to wirtualne biuro? Krótka przebieżka po prezentowanych ofertach i…. wyglądają one tak. Przyznam szczerze, że mam trochę inne wyobrażenie dobrych zdjęć, ale to może kwestia gustu, a nie sztuki.

Wynik = fałsz.

 

2. Umieszczenie reklamy w witrynie biura.

Pośrednik – tak. Wirtualne biuro – nie. Nie zamieszcza takiej reklamy, ponieważ ma ona bardzo ograniczony zasięg, a w szczególności dociera tylko do tych, którzy przechodzą obok witryny. Hm… na pierwszy rzut oka trudno się nie zgodzić. Tylko, tylko…Po pierwsze, która forma reklamy ma zasięg nieograniczony. Ja takiej nie znam. Po drugie, i co z tego, że dociera tylko do tych, którzy akurat przechodzą? Czy przechodzący nie może być klientem? W mojej ocenie poziom argumentacji rodem z dziedziny naiwnego myślenia.

Wynik = fałsz.

 

3. Umieszczenie baneru na nieruchomości.

Pośrednik – tak. Wirtualne biuro – nie. Powód? Taki sam jak poprzednio – ograniczony zasięg i bla bla bla. Kiedy wygłasza się takie tezy to, najpierw warto popracować trochę na rynku by sprawdzić czy i jacy klienci trafiają z takiej reklamy. Kolejno, zgłębić tajniki marketingu nieruchomości, a szczególnie te skoncentrowane na promocji oferty. Można się szybko dowiedzieć, że każda sprzedaż zaczyna się lokalnie i… bardzo często lokalnie się kończy. Baner nieruchomości jest w wielu przypadkach nadal skutecznym narzędziem reklamowym nie gorszym niż wyróżnienia na portalach!

Wynik = fałsz.

 

4. Specjalne działania promocyjne

Pośrednik – czasem i to za ekstra opłatą. Wirtualne biuro – tak. Tutaj przyznam szczerze mam zagwozdkę. Szczególnie jeśli czytam o „zmasowanych działaniach promocyjnych” prowadzonych przez wirtualne biuro. Zastanawiam się czy to jakaś inspiracja wojennymi taktykami czy po prostu ot taki splot słów. Aby pozwolić sobie na „zmasowane działania” czyli te, które gwarantują wysoką widoczność oferty trzeba wydać w jednym tylko portalu jakieś 150 zł/m-c. Coś czuję, że nasze wirtualne biuro coś przekręca na temat form promocji i ich cen.

Wynik = fałsz.

 

5. Pomoc w określeniu ceny ofertowej.

Pośrednik – czasem. Wirtualne biuro – nie. Tu mamy do czynienia z klasycznym mitem. Biuro nie wycenia ponieważ…. właściciele doskonale znają cenę swojej nieruchomości. No cóż, brakuje mi komentarza więc po prostu napiszę, że większej bzdury nie słyszałem. Nasz wirtualny przyjaciel radzi albo samodzielnie określić cenę, albo udać się do rzeczoznawcy.
Co więcej, śmiem twierdzić,że aktywny pośrednik zna lepiej ceny niż rzeczoznawca. Dlaczego? Ponieważ ma bezpośredni dostęp do ofert i cen transakcyjnych weryfikowanych z miesiąca na miesiąc. Po drugie, jak mało kto zna nastroje kupujących. A fakt ten jest kamieniem węgielnym skutecznych działań. Podsumowując, wirtualne biuro niestety bredzi. Oj bredzi.

Wynik = fałsz.

 

6. Badanie stanu prawnego nieruchomości.

Pośrednik – czasem. Wirtualne biuro – nie. Bo po co, właściciel doskonale zna stan swojej nieruchomości. 🙂 Muszę komentować? Wierutna bzdura.

Wynik = fałsz.

 

7. Asysta w czasie prezentacji i pomoc w negocjacjach.

Pośrednik – tak. Wirtualne biuro – nie. Bo…. właściciel doskonale zna swoją nieruchomość. Ekh..

Wynik = fałsz.

 

8. Żądanie wyłączności

Pośrednik – tak. Wirtualne biuro – nie. No cóż, życzyłbym sobie takiej sytuacji. Tyle w temacie.

Wynik = fałsz.

 

9. Udostępnianie ofert innym pośrednikom

Pośrednik – czasem. Wirtualne biuro – zawsze. Myślę, że lepiej byłoby gdyby wirtualne biuro jeszcze udostępniało ofertę prezydentom, premierom i wszystkim tuzom biznesu. Mam tylko pytanie. Co by to jednak zmieniło w skuteczności? Czy tu chodzi o udostępnienie czy o współpracę wynikającą z udostępnienia?

Wynik = fałsz.

 

Wirtualne biuro nieruchomości vs tradycyjny pośrednik

Deregulacja sprawiała, że podobne inicjatywy będą się pojawiać coraz częściej. I dobrze! Powinniśmy na nie reagować z wielkim entuzjazmem! W końcu prezentują nowe formy działania dzięki czemu my na własne praktyki możemy spojrzeć krytycznym okiem. Wyciągnąć co najlepsze, zreflektować swój biznes i zwiększyć konkurencyjność. Ale, ale…

Trzymajmy się jednak faktów. Kontrast tej oferty bazuje na brzydkiej manipulacji. Mianowicie porównaniu ogółu pośredników z jednostkowym podmiotem. W takiej konfrontacji trudno aby ogół – środowisko – postępowało w sytuacjach indywidualnych (specjalna promocja, baner) identycznie. Stąd odpowiedź „czasem” jest faktycznie logicznie uprawomocniona, ale praktyka to jednak inny świat.

W tym deregulacyjnym szaleństwie warto od czasu do czasu zaprosić rozum do głosu. Dlatego drogie wirtualne biuro. Naprawdę cieszę sie, że jesteście i zaczynacie prężnie działać. Dam Wam tylko złotą radę – używajcie narzędzi marketingu zgodnie ze sztuką. Tak, aby nie były orężem manipulacji, a wywierania wpływu. Dla poznania różnic gorąco zachęcam do zgłębienia tajemnic Sztuki Rynkologii Jacka Kotarbińskiego. Lektura otworzy oczy na wiele zamkniętych spraw.

zdjęcie: Rafael Peñaloza