Sam Dawson, to upośledzony intelektualnie ojciec siedmioletniej Lucy, którą amerykański wymiar sprawiedliwości usiłuje mu odebrać. Sędziowie chcą udowodnić, że za jakiś czas Sam nie będzie w stanie opiekować się córką. Aby uniknąć przyszłych komplikacji najlepiej będzie ich rozdzielić. To piękna historia o tym, że aby ufać innym najpierw trzeba zaufać sobie.

Kilka dni temu oglądałem ten przejmujący film po raz wtóry i zauważyłem wątek, którego do tej pory nie dostrzegałem. Otóż oprócz refleksji nad rolą wychowania obraz traktuje również o zaufaniu.

O zaufaniu między ojcem a córką, której miłość i poczucie zrozumienia wzbija się na wyżyny niezwykłości. O zaufaniu między Samem a jego przyjaciółmi. Kumplami, którzy całym sercem wspierają go w wędrówce po meandrach sprawiedliwości. Wreszcie o zaufaniu między Ritą – prawniczką pomagającą bohaterowi odzyskać prawa rodzicielskie nad córką – a nią samą…

 

Pozory pewności

Sam poszukuje kogoś, kto pomoże mu zachować prawo do opieki nad córką. Trafia na zabieganą, niewrażliwą na obecność innych prawniczkę. Ta, będąc postawioną w niejednoznacznej sytuacji zobowiązuje się pomóc Samowi pro bono. Dalsze losy bohaterów to najczystszej postaci obraz transformacji zaufania od innych do siebie.

Rita jest bezwzględną, twardą a przy tym wyrafinowaną prawniczką zmagającą się z problemami wychowawczymi syna. Wiecznie zalatana, zabiegana, wiecznie w pędzie. Nie potrafi spokojnie dotrzeć ze spotkania na spotkanie nie posyłając po drodze innym kierowcom salwy wyzwisk. Skąd takie zachowanie? Wydaje się być pewną siebie, wartościową, tolerancyjną, ułożoną kobietą. Świadomą do czego doszła, jakim kosztem i choć ma drobne problemy życiowe, to w gruncie rzeczy są takie same jak wszystkich.

Jednak pod płaszczem wiecznie zalatanej pani prawnik kryje się dziewczynka, która straciła zaufanie do samej siebie. Tak koncentrowała się na tym, by być postrzegana jako niezależna bizneswoman, że zapomniała dbać o swoją duszę. Skutecznością prowadzonych spraw tłamsi nieumiejętność bycia z tymi, którzy są dla niej naprawdę ważni. Których kocha. Wierzy w rzeczywistość innych, zamiast we własną.

 

Ufać innym to ufać sobie

Chcielibyśmy, aby świat był doskonały. By ludzie czerpali z niego tylko to, co dobre. Odrzucali negatywne emocje i wspierali pozytywne nastawienie do rzeczywistości. Niestety to utopia mająca swoje korzenie w wielkiej tęsknocie właśnie za zaufaniem.

Z jego brakiem mamy do czynienia na co dzień i to w każdej materii życia. Na ulicy, gdy na stojącego przed nami gościa trąbimy, bo przecież jest palantem nie ruszającym w czas. Na spotkaniu ze znajomymi, gdzie podczas intensywnej dyskusji to my wiemy lepiej, jak się rzeczy mają. Wreszcie w tlącym się tuż obok nas domowym ognisku. Matka nie ufa córce, gdy ta chce iść na dyskotekę, przymierza się do prawa jazdy czy robi zwykły remont. Zamiast ją wspierać w decyzjach i pomagać przez nie przejść wbija szpilę pseudotroską: czy aby na pewno dasz radę, czy to dobra decyzja, a może wybierzesz tę opcję, albo w ogóle część rzeczy zrobię za Ciebie? To nie troska, to brak zaufania, że można samodzielnie kontrolować własne życie.

Jak można ufać sobie, gdy deprecjonuje się wartość innych? Przecież zaufanie polega na poszanowaniu obecności drugiego człowieka. Jaka by ona nie była.

Ludzie sobie nie ufają, gdyż nie żywią wiary w to, że druga osoba z powodzeniem poradzi sobie z ciężarem obowiązków, jaki chce podjąć. Z niekłamaną pewnością uważamy, że zrobimy to lepiej. Stojąc z boku łatwo sterować cudzym losem. Czemu tak trudno przychodzi pozwolić, by ten drugi, biorąc sprawy w swoje ręce, przeżył życie po swojemu?

 

Wątpię więc jestem

Nasza wizja świata w dużym stopniu jest kreowana przez otoczenie, w jakim przebywamy. Trzeba być niezwykle silnym człowiekiem, aby odróżnić to, co myślą o nas inni, od tego, co myślimy o sobie sami.

Rita to zrozumiała i dlatego obroniła swoje wartości. Przywraca wiarę w siebie, kiedy zaczyna wierzyć w Sama. W to, że w budowaniu miłości wcale nie chodzi o sprawność intelektualną lecz oddanie. Dostrzega tę zmianę, gdy w jej duszy pierwsze skrzypce grają wątpliwości. Czy aby na pewno dobrze postępuję? Czy to słuszne? A co będzie jeśli się nie uda? Dokąd moje życie prowadzi? Wątpiąc, zaufała sobie, jednocześnie ufając innym.

Niby oczywiste, a jednak tak łatwo się w tym pogubić. Wątpliwości są kluczem do zaufania. W gruncie rzeczy ich obecność jest dowodem, że w coś wierzymy. Ale może to tylko filozofia….