W 1975 roku w USA ufundowano Nagrodę Złotego Runa (Golden Fleece Awards), która piętnowała przypadki marnotrawienia publicznych pieniędzy. Odpowiedzialnym za tę inicjatywę był William Proxmire, amerykański polityk, który słynął z prowadzenia nad wyraz niskobudżetowych własnych kampanii wyborczych (niestety nieskutecznych). 

Wśród nagrodzonych projektów znalazły się m.in. Narodowa Fundacja na Rzecz Nauki prowadząca badania na temat miłości, które kosztowało 84.000 $ czy Departament Obrony z badaniem o przedmiocie: przydatność parasoli amerykańskim żołnierzom.

Po kilku latach funkcjonowania nagrody Proxmire podjął decyzję o zamknięciu projektu, a wielu z laureatów wytoczyło mu procesy o zniesławienie. Część słusznie, część niekoniecznie. Nietrudno się jednak domyśleć, że w czasach istnienia nagrody nikt nie chciał jej zdobyć. Symbolizowała nie tylko marnotrawstwo czy głupotę, ale także bezsens działań czy wręcz skrajną nieodpowiedzialność. Stąd część środowiska powstrzymywała się od jakichkolwiek inicjatyw badawczych w obawie przed błędami, za które mogliby dorobić się  niechlubnego wyróżnienia. Lęk przed niepowodzeniem stał się silniejszy niż wizja sukcesu.

 

Obłędne błędy

Czy lubisz popełniać błędy? Tak szczerze. Lubisz? Ja nie. Błąd, potknięcie, wypadek, niepowodzenie mój umysł automatycznie ubiera w kategorie zła. Do serca wkrada się poczucie winy i wstydu, a jeśli dodatkowo zostanie wzmocnione przez czynniki zewnętrzne (najczęściej przychylnych ludzi!) podsuwa myśli o ułomnej inteligencji. O tym,  że się nie nadaję, że coś jest nie halo i w ogóle, co ja tu robię. Nie lubię popełniać błędów bo to znaczy, że jestem nieodpowiednio przygotowany do zadania. Brakuje mi umiejętności, kompetencji czasami zdrowego rozsądku, chłodnego umysłu czy uważności. Tak to widzi rozum.

Niepowodzenie – w tej czy innej materii – może pociągać za sobą demotywację a nawet frustrację. Co więcej takim zdarzeniom nasz umysł nadaje cechy moralne. Popełniam błąd = jestem gorszym człowiekiem. Słabszym, głupim, niezaradnym, nieodpowiedzialnym, niekompetentnym.

Dzieciństwo uczy nas, że niepowodzeń należy się wstydzić i to przekonanie przenosimy w dorosłość. Błędy niosą za sobą wyśmiewanie, pogardliwe spojrzenia, cyniczne uśmiechy i zażenowanie. Ile razy doświadczyłeś takiej sytuacji? Niepowodzenia potrafią wywołać prawdziwy ból, mimo tego że – jak pisze Ed Catmull prezes Pixar Animation Studios – nauczyliśmy się w międzyczasie powtarzać frazesy, że niepowodzenia zawsze czegoś uczą. Dają korzyści, które dopiero z czasem potrafimy dostrzec.

 

Z błędami na TAK

I niektórzy tak właśnie do nich podchodzą. Będąc prowadzonym na smyczy przez Motywację, Rozwój osobisty i Optymizm niepowodzeniom przypisują tylko i wyłącznie łatkę Szansy. Na rozwój, zmianę, odrodzenie.  A więc – oczywiście błędy zdarzają się ale dzięki nim idę do przodu. Mogę się rozwijać.

Przyjmując taką postawę można jednak niepostrzeżenie szybko wpaść w zachwyt i samouwielbienie. Jeśli bowiem niepowodzenia są oznaką dobrego, to jako konsekwencja pewnych działań w gruncie rzeczy nie niosą żadnej odpowiedzialności. Do niczego nie skłaniają. Przechodzisz wokół nich bez refleksji, bez namysłu, bez zmiany.

 

Przeżywanie

Mój ostatni rok to nauka przeżywania popełnianych błędów. Nie wiem czy popełniałem ich więcej niż w latach ubiegłych, ale na pewno starałem się je przeżywać. Rozumieć czemu służą i za co odpowiadają. I odkryłem, mam nadzieję że nie pachnie to truizmem, że błędy są konsekwencją deklaracji wartości, w które wierzymy. Idei, o które walczymy. Marzeń, jakie widzimy. Celów, które sobie wyznaczamy.

Nie możesz przecież twierdzić, że jesteś systematycznym jeśli nie spotkało Cię zadanie, w którym wykazałeś niesystematyczność. Pustą jest deklaracja o sprawiedliwości kiedy nie zakosztowałeś jej złamania. Terminowość nic nie znaczy, jeśli nie położyłeś projektu. Konsekwencja to frazes kiedy nie jesteś wystawiony na próbę niedopilnowania zobowiązania. Dlaczego?

Bo ważne jest to do czego wracasz. Jak zachowujesz się po tym, kiedy wypadasz z torów. Dlatego do niepowodzeń trzeba się tak samo przyzwyczajać jak do sukcesów.

 

Never give up!

Lubię czuć przypływ mocy i energię. Wiedzieć, że dam czadu i nie odpuszczę. Mieć na koszulce przesłanie never give up, na opasce play hard a podchodząc do sztangi widzieć na ścianie napis go hard or go home. To daje powera. W sumie nie ma co się dziwić. Wszystkie te rzeczy, pozwalają nam myśleć o sobie w kategoriach mitycznych herosów.

Ale, ale. Niedaleko pada śmieszność od powagi. Żyjemy w świecie, w którym największą moc mają puste hasła. Dlaczego? Bo zwalniają z myślenia. Wystarczy rzucić  – nie poddawaj się – i wydaje nam się, że tkwi w tym jakaś niesamowita wartość, która sprawi że przeniesiemy góry.

Never give up to bardziej chwytliwy slogan niż rzeczywiste przesłanie niosące za sobą determinację, upór, wiarę, pokorę, spokój i zrozumienie. To totalne zaprzeczenie idei przeżywania życia. Doświadczania w pełni tego co nas spotyka. Mielizny refleksji.

Musisz się poddawać bo to część życia! Musisz się poddawać nie wszystko o co walczysz, jest tego warte! Musisz się poddawać, żeby do swojego życia wprowadzić normalność. Bo wcale nie chodzi o to aby wygrywać, ale aby doświadczać. A każde doświadczenia są tak samo cenne.

 

Sztuka niepowodzeń. Jak popełniać błędy z głową?

Przeżywanie niepowodzeń to prawdziwa sztuka. Jak można ją ćwiczyć? Andrew Stanton jeden z najważniejszych reżyserów i scenarzystów Pixar mówił, że błędy należy popełniać wcześnie i szybko. Logiczne. Jeśli mają się zdarzyć, niech to nastąpi na dosyć wczesnym etapie rozwoju, projektu. Poczęstują nas gorzką prawdą, którą jednak będziemy mogli szybko przegryźć, przemyśleć i iść dalej.

Akceptacja. Jeśli dążę do sukcesu, muszę się liczyć – jakkolwiek górnolotnie to nie brzmi – z porażką. Jedno bez drugiego nie istnieje. Jedno drugie warunkuje. Niepowodzenia należy zaakceptować – co nie oznacza spodziewać się i dążyć do nich- bo to pozwala zaakceptować, to co dalej.

Oscar Wilde pisał, że doświadczenie to nazwa jaką nadajemy naszym błędom. Ale niepowodzenia nie mogą być wymówką działania. Łatwo bowiem wpaść ze skrajności w skrajność i przyjąć nieodpowiedzialną perspektywę ducha rozwoju osobistego. Błędy powinny skłaniać do refleksji. Z czegoś powstają i do czegoś prowadzą. Nieprzeżyte a jedynie doświadczone są niczym pasożyt czekający na kolejny przerzut.

Pozwalajmy sobie na błędy. I co najważniejsze bądźmy wdzięczni tym, którzy nas za to nie karcą. „Niepowodzenie stanowi manifestację nauki i odkrywania” jak pisze Catmull. Człowiek, który odpowiada za powstanie takich hitów jak Toy Story, czy Gdzie jest Nemo popełnił tysiące błędów, ale zawsze starał się w nich widzieć naturalny przejaw rzeczywistości a nie ciążący bagaż.

 

Niepowodzenie. Sukces. Równowaga.

Zazwyczaj łańcuch zazwyczaj kojarzy nam się  czymś co ogranicza. Co buduje pewnego rodzaju barierę. Skręca możliwości i nie pozwala iść dalej. Z drugiej strony może pełnić funkcję spoiwa łączącego naderwane więzy, relacje, wartości. Podobnie z niepowodzeniami. Mogą zarówno pętać nasze możliwości, jak i złączać naderwane procesy w całość.

W czwartek reprezentacja Polski odpadła z EURO2016. Myślę, że niewielu odważy się nazwać to niepowodzeniem. Wręcz odwrotnie. Pomijając historyczny wynik, porywającą grę Polaków i imponujący bilans meczów chyba chyba urzeka styl drużyny. Styl, który epatuje pokorą, pewnością siebie a przede wszystkim świadomością. Co zostawiają, co przed nimi. To wielka sztuka.

Zmaganie się ze znalezieniem balansu w tym, jak traktować niepowodzenia, aby z jednej strony nie popadać w załamanie, z drugiej w arogancję jest prawdziwym wyzwaniem. Sztuka niepowodzeń to sztuka życia. Warto Ż na całego!