W jednym ze swoich ostatnich postów Paulina Starzyńska-Wilbik poruszyła temat: skuteczna reklama nieruchomości. Było to właściwie krótkie spostrzeżenie dotyczące ogłoszenia jednego z warszawskich deweloperów. Reklamy w metrze, która karmi potencjalnych klientów swą niewyszukaną prostotą i bufońskim klimatem.

„Na sprzedaż” do woli

99% reklam nieruchomości wygląda jakby wyszły spod ręki domorosłych grafików operujących w Wordzie i Pancie. Tu i ówdzie latają bezduszne numery telefonów. Informacje o cenach i metrażach porozrzucane są bez większego ładu. Cały przekaz wieje emocjonalną pustką i sztampą. Dobrana kolorystyka wygląda jak wyblakłe pranie a użyta grafika przypomina średniej klasy rozrywkę dla ubogich. Zero pomysłowości. Sucha rutyna i kalka.

Skąd wynika taka praktyka? Bezmyślne kopiowanie cudzych schematów? Nie przykładanie wagi do wizerunku i nagminne traktowanie baneru, jako zwykłej tablicy informacyjnej? A przecież tak być nie musi. Może stanowić doskonałe źródło inspiracji dla klienta.

 

Reklama natywna

Mam wrażenie, że problem z taką kreacją reklamy jest problemem pojęciowym. Mylone są dwa terminy: prostota z prostactwem. O ile to pierwsze jest oznaką harmonii, bo ułatwia rozumienie, o tyle to drugie podszyte jest cynizmem. Wiarą w to, że na bok można odłożyć wartości wyższe gdyż liczy się młotkowy sposób myślenia. Tak tyle, że nie każdy to kupuje.

Spotkałem naprawdę niewielu klientów, którzy przywiązywali znaczenie do takiej reklamy swojej nieruchomości, aby pełniła ona funkcję natywną. A szkoda. Skuteczna reklama nieruchomości powinna być naturalnym przedłużeniem wizerunku. Dopełnieniem architektury nieruchomości a nie jej wypaczeniem. Dedykowane rozwiązania zawsze są w cenie. A dlaczego jest to tak ważne? Ponieważ baner zawieszony na balkonie, na ścianie, na balustradzie czy gdziekolwiek indziej oprócz funkcji informacyjnej pełni jeszcze jedną. Ważniejszą. Wyobrażeniową.

 

Skuteczna reklama nieruchomości

Wiszący baner to źródło oczekiwań, przypuszczeń i pragnień na temat tego, jak wygląda nieruchomości. Już na etapie oglądania takiej reklamy i odczytywania z niej informacji kontekstowych klient wyrabia określone zdanie na temat nieruchomości. Dzieje się to poza jego świadomością, ponieważ umysł ma naturalną skłonność dopowiadania sobie rzeczy, których pełne poznanie nie jest możliwe. Nic z tym nie poradzimy, tak już jest. Możemy natomiast ubiec mózg w jego wyobrażeniach i zaserwować mu prawdziwą ucztę wyobraźni.

Czy zamiast standardowego „mieszkanie na sprzedaż” nie możemy użyć zwrotów: „to jest Twój przyszły dom, zadzwoń”, „szukam właściciela. Mieszkanie”, czy na przykład „zajrzyj do mnie – jestem do wzięcia”. Czcionką nie musi być koniecznie „Arial” czy „Times New Roman”, a kolorystka może wychodzić poza standardową biel.

Warto również pamiętać, że przestrzeń publiczna w jakiej operuje baner informujący o sprzedawanej nieruchomości to doskonałe pole promocji. Prezentacji własnej dominacji na rynku i warsztatu. Naprawdę szkoda marnować taką szansę na wyróżnienie się.

Coś ponad to….

Nasz umysł uwielbia rzeczy niestandardowe. Niekonwencjonalne schematy, dziwne połączenia, oryginalne zestawienia słów i obrazów. Nic tak nie przyciąga jego uwagi, jak coś nietypowego. Mózg uwielbia być zaskakiwanym. Pozytywnie.

 

Artykuły, które warto przeczytać w tym temacie: