Wczoraj w wyborczej.biz ukazał się krótki tekst traktujący o współpracy na linii pośrednik-klient. Współpracy, która więcej ma do czynienia z szalbierstwem niż partnerskimi relacjami. Gazeta powołała się na wyrok Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który uznał, że jeśli sprzedający nieruchomość pomimo obowiązującej pomiędzy nim a biurem umowy na wyłączność zawarł transakcję poza pośrednikiem, nie musi płacić agencji wynagrodzenia. Alleluja!

Artykulik, jak tego można się było spodziewać, wywołał niemałą dyskusję. Nie będę się jednak nad nią rozwodził, lecz chciałbym zwrócić uwagę na dwie absurdalne rzeczy.

Po pierwsze, na język i styl komunikacji jaki media – tu wyborcza – proponują do opisu rzeczywistości. Zdania typu „sprzedałeś ZA PLECAMI – nie musisz płacić!”, „DOBIJANIE TARGU”, „agencje pośrednictwa BIORĄ 2-3 proc.”, budują tak negatywny obraz usługi, że nic tylko w więzieniach tych pośredników pozamykać. Co to w ogóle jest? Folwark zwierzęcy? Jeśli media pozwalają na to, aby kultura pośrednictwa była kreowana w obliczu tak pejoratywnych skojarzeń, to dokąd my zmierzamy? Świadomie pomijam fakt, że zaraz za językiem krętactwa idzie niejasny sposób przedstawienia tematu. Postronny czytelnik może w ogóle nie wiedzieć o co chodzi. Niejasność goni niejasność.

Drugi wniosek płynący z orzeczenia Sądu UOKiK. Żyjemy w społeczeństwie fragmentarycznym, społeczeństwie informacji szczątkowych i punktowych. Rozumiem. Ale od ludzi domniemanie inteligentnych, bo stanowiących prawo powinno wymagać się krzty zROZUMienia. Jeśli biuru, które zakontraktowało z klientem określone wynagrodzenie za określoną usługę (innymi słowy wymieniono się oczekiwaniami i je zaakceptowano) odmawia się prawa do honorarium, to żyjemy w kraju krwią i łzami płynącym. Takie orzeczenie jest jak rak, który kale dobre imię uczciwości. Nie mam więcej pytań. Smutno mi i chyba jak Wojciech Cejrowski zamieszkam w Arizonie.

Mam jedną refleksję po tym czymś. Dziś brakuje na rynku pozytywnego obrazu pośrednictwa. Tak – pozytywnego. Przepełnionego sukcesami, uśmiechniętymi facjatami klientów i ogólną szczęśliwością wszystkich dokoła. Gdyby w mediach było więcej życzliwych akcentów, opisów korzystnych transakcji i przykładów dobrych praktyk, nasz rynek wyglądałby inaczej. A już na pewno nie kojarzyłby się z folwarcznym dobijaniem targu za plecami.

zdjęcie: asmundur

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.