Wydawało mi się, że po tygodniu, kiedy to emocje opadły a faza zachwytu przeszła w etap wspomnień, będzie mi łatwiej napisać coś konstruktywnego o recampie. Nie jest łatwiej. Szczególnie gdy wszystko co się napisze może być ambiwalentnie odebrane. Superlatywy – zostaną uznane za wazeliniarstwo, minusy – za nieszczerą autokrytykę. Obejdę więc temat bokiem. Tak postanowiłem!

Jakiś czas temu chodził mi po głowie personal branding zawodu pośrednika nieruchomości. Taka „pośrednika marka własna”. Nic na ten temat nie pisałem, zebrałem tylko kilka myśli i jakiś mało istotny szkic. Wówczas byłem na siebie zły, że nic więcej nie jestem w stanie wykrzesać. Dziś jednak wiem, że to po prostu nie był mój czas. Odpowiedni moment przyszedł dopiero teraz.

#recamp2

Postanowiłem nie rozwodzić się nad poszczególnymi warsztatami (grupa od tego tętni), nie wspominać poruszających rozmów  (bo kogo to interesuje?) czy po prostu dobrej zabawy. To nudne, nie?

Przez ten mijający tydzień stopniowo mój przypływ fal radości był osaczany falami wzburzenia. Jak chyba nigdy wcześniej zaprzątały mi głowę myśli właśnie o wizerunku pośrednika. A już szczególnie pojawiały się one pod wpływem dyskusji w grupie na temat nieruchomości.

Opowieść o tym, dlaczego upadamy

Na recamp#2, dzięki wsparciu i na specjalne zaproszenie otoDom, pojawił się Edi Pyrek. Przez blisko godzinę dzielił się z nami przemyśleniami, które z pewnością na długo pozostaną w umysłach wielu. Edi będąc na scenie mówił o jednej, piekielnie istotnej rzeczy w życiu. O bagażu naszych nawyków, przyzwyczajeń i postaw, które tak determinują nasze życie, że wpadamy w kleszcze jego przeznaczenia.

Próbując maksymalnie podsumować wystąpienie Ediego Pyrka musiałbym powiedzieć tak: w każdym z nas, w naszej kulturowej strukturze DNA zapisana jest nić niepowodzeń i negatywnych myśli zakorzeniona przez naszych rodziców, dziadków, wujków, ciotki, kolegów, aż po samą Polskę piękną. Te negatywne emocje tkwią w nas tak głęboko, że stały się nawykami determinującymi naszą postawę wobec świata.

Nawykami niezbyt dobrymi. W konsekwencji bowiem jesteśmy uzbrojeni w kompleksy, przeświadczenia typu: „nie uda mi się”, „nie jestem wystarczająco dobry”, „to nie mój czas”, które skutecznie blokują nas przed działaniem, przed zmienianiem się.
Zmiany dokuczają, to jasne.

Wiążą się z dyskomfortem, wybijają nas ze strefy bezpieczeństwa, więc chcąc tego uniknąć – co naturalne – wolimy trzymać status quo niż rzucać się w wir nieznanego. Sęk w tym, że ta druga postawa – zerwanie z bezpiecznym lądem – gwarantuje rozwój i życie w pełni szczęśliwe.

Morał Ediego

Idąc dalej tym tropem Edi mówił, że aby podejmować zmiany i wyzwania należy zawsze mieć na uwadze jedną rzecz. Taką „drobnostkę drobnostek”, która wyznacza kurs naszej wędrówki przez życie i pomaga nam się zmieniać. Tą rzeczą jest wartość, wokół której budujemy własne przeznaczenie. Dla jednych jest nią wolność, bezpieczeństwo, harmonia, wiara, dla innych chęć rozwoju osobistego, troska czy bunt. I teraz najlepsze. Nie jest ważne co jest tą wartością, ważne aby konsekwentnie i spójnie ją komunikować całym swoim istnieniem.

Pośrednika marka własna

Przekładając tę prawdę na kwestie wizerunku pośrednika zastanawiam się na ile ten niezbyt dla nas przychylny obraz agenta nieruchomości jest jaki jest. Czy to nie wynik właśnie braku tej jednej, przez wszystkich akceptowalnej i komunikowanej wartości?

Bo przecież absolutną nieprawdą jest, że środowisku nie zależy na dobrym wizerunku, że o niego nie dba, że się nie stara, że nic nie zrobiło. Wizerunek jest jaki jest ponieważ nie ma spójnej wartości. Ponieważ nie wypracowaliśmy wzorca komunikacji, który byłby zrozumiały dla społeczeństwa, wiarygodny i przede wszystkim mu potrzebny.

Co jest ważne?

Wpisuję w google „misje biur nieruchomości” i co mi wyskakuje? Profesjonalizm, kompleksowość, wysoka jakość usług, najwyższe standardy, rzetelna i uczciwa obsługa klientów – niech tylko ktoś spróbowałby sprawić, żeby taka nie była!

Prawda jest bolesna. Nikt nie szuka biura nieruchomości o najwyższych standardach, gwarantującego kompleksowe usługi, biura z tradycją czy jeszcze lepsze – wychodzącego naprzeciw potrzebom klientów. Co to w ogóle znaczy?

Ludzie szukają, potrzebują doświadczeń, o które – dzięki pośrednikowi – mogą się wzbogacić. Doświadczeń związanych z zapewnieniem poczucia bezpieczeństwa, komfortu, spokoju, świadomości, że ktoś się nimi zajmuje, rozwiązuje ich faktyczne problemy. Może na pozór chodzi o to samo, ale różnica leży właśnie na poziomie komunikacji. Sam profesjonalizm nie rozwiązuje żadnych problemów.

Czy wizerunek pośrednika ma być wizerunkiem profesjonalisty? Nie. Nie profesjonalisty, lecz osoby wzbogacającej doświadczenia swoich klientów o te aspekty, które są dla nich naprawdę ważne. Potrzebujemy wartości, którą chcemy wspólnie komunikować. Planu, który pokaże nam co zrobić, aby być postrzeganym tak, jak sobie tego życzymy. I konsekwencji w realizacji tej misji. That’s all!

zdjęcie: mrsmagic

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.