Chyba nic tak nie dzieli ludzi, jak zmiana porządków. Próba zerwania ze starym ładem i budowanie nowego. W domyśle: lepszego, skuteczniejszego, wydajniejszego. Z takim iście diaboliczny podziałem mamy do czynienia dzięki koncepcji deregulacji zawodów. Czy pośrednik umarł? 

Ta sprawa „przegrupowała” środowisko jak być może żadna inna. Powstały dwa obozy. Pierwszy broniący status quo, upatrujących przetrwania w dawnych zasadach i metodach oraz drugi, podchodzący do gowinizmu lekką ręką. Rozgorzała więc dyskusja, która ze strona ma rację.

Na poziomie argumentów i jedna, i druga strona ma wiele słuszności. Pytanie tylko czy o to właśnie w tym chodzi? Można przecież w nieskończoność wikłać się w dyskusje, które z założenia (dwie fundamentalnie różne kwestie) nie prowadzą do consensusu. Takie deliberacje to klasyczny problem, co było pierwsze: jajko czy kura?

Deregulacja to swoista schizma w pośrednictwie. Rozdział zarówno na poziomie formalnym, jak i ideologicznym. To sygnał jednokierunkowy. Pośrednik umarł a pośrednictwo jakie znamy zasypano grubą warstwą ziemi. Dlaczego? Ponieważ kultura władzy została zastąpiona kulturą informacji i nie wszyscy chcą to zaakceptować.

 

Który pośrednik umarł?

Odszedł więc pośrednik, który nie zabiegał o kulturę swego zawodu. Nie budował marki, nie inwestował w klientów. Podchodził do pośrednictwa jak do sposobu na szybki biznes. Tworzył wokół swej profesji aureolę wyjątkowości i niedostępności. Odgradzał się tym samym grubym murem od rynku. Tylko nieliczni byli naprawdę blisko klientów. To byli ci, którzy wyżej od bycia i posiadania cenili kulturę dzielenia się.

Umarł pośrednik, którego przerażają Nowe Media. Zmieniająca się tak szybko, jak nigdy dotąd rzeczywistość. Świat wymagający nowych form komunikacji. Hołdujący, nieznanym w „pośrednictwie 1.0” narzędziom marketingowym. Narzucający strategiczne, systemowe podejście. Strategiczne, bo dotyczące umiejętności zbudowania wizji i znajdowania pomysłu na jej realizację. Systemowe, bo wymagające uwzględniania synergii na poziomie operacyjnym, sprzedażowym i marketingowym.

A dlaczego „stary” pośrednik umarł? Ponieważ nie zbudował kultury zawodu. Przez lata pomiędzy pośrednikami a rynkiem powstawał mur quasi wyjątkowości, tajemnicy i niedostępności. Teraz, mur zburzono i nadeszła chwila prawdy. Na ile my – pośrednicy – jesteśmy potrzebni klientom. Bo tylko o to tu chodzi. Czyż nasze obawy przed deregulacją nie wynikają właśnie ze strachu, że przestaniemy być potrzebni? Że rynek sam sobie poradzi.

 

Recepta na deregulację

Chińskie słowo kryzys zawiera w sobie dwa znaczenia. Klęskę oraz szansę. Do deregulacji można więc podejść dwojako. Albo ubolewać nad tym szatańskim systemem, albo wykorzystać go w walce o lepsze jutro.

To co powinno teraz zrobić środowisko, to wykorzystać deregulację jako sposób na pokazanie klientom, jak bardzo nas potrzebują. Przestać, jak dotychczas, mówić o sobie ile zachodu kosztowało nas zdobycie wiedzy i licencji, a zacząć dzielić się doświadczeniem. Pokazywać jak i w czym praktycznie przejawia się nasze działanie.

Fryderyk Nietzsche zostawił po sobie słynne zdanie – „Bóg umarł”. Wyrażając te słowa nie chodziło mu jednak o „fizyczną” śmierć boga, lecz o unicestwienie pewnych wartości. Starego porządku, który nie wytrzymał próby czasu i musi odejść.

Klienci nie wierzą w licencje, ponieważ nie stanowią one żadnej wartości. To nie licencje, a działania wyznaczają kulturę. Nie pozwólmy popaść w nihilizm, a zbudujmy podstawę nowego porządku.

Tak jak nietzscheańskiego „Gott ist tot” nie należy traktować dosłownie, tak tytułu tego artykułu nie warto brać literalnie. Pośrednik umarł, ale narodził się nowy. Nowy duch myślenia o pośrednictwie.

 

Artykuły, które warto przeczytać w tym temacie: