Człowiek legenda. Najmłodszy mistrz wagi ciężkiej. Najsilniejsza pięść świata. Bestia. Ringowe zwierzę łaknące krwi i sławy. Ćpun. Milioner. Bankrut. Szczodry kumpel trwoniący majątek życia. Gołębiarz. Wreszcie, kochający ojciec dotknięty tragiczną śmiercią córki. Człowiek, który dał świadectwo jednemu. Od tego jak walczysz zależy, to jak żyjesz.

Nie wiem czy jest ktoś na świecie z równie popapranym życiorysem co Tyson. Jego losy to istny rollercoaster z przystankiem na normalność w wiecznym nigdy.

Za mną licząca blisko 600 stron autobiografia Mike Tyson’a „Moja prawda”. Wertując kolejne strony miałem wrażenie, że to niekończąca się opowieść w stylu Rambo. Poobijany, poszarpany, wręcz wgnieciony w ziemię nadal oddycha. I idzie dalej.

To naprawdę mocna, przejmująca, piekielnie autentyczna i wciągająca historia człowieka, który balansuje między życiem a śmiercią.

 

Szczery do bólu

Pierwszy raz natchnęło mnie, aby przeczytać biografię Mike’a kiedy obejrzałem jego przedstawienie „Szczery do bólu”. Byłem zaskoczony, ponieważ zobaczyłem zwierze sceniczne, które przed kamerą czuje się jak ryba w wodzie. Opowiada ciekawie i bez kompleksów. Z pełnym dystansem do samego siebie i publiczności. Z humorem i lekkością nie szczędząc przy tym w co drugim zdaniu soczystego  wulgaryzmu. Nie dla urozmaicenia wypowiedzi a jako zupełnie naturalny przecinek i kropka. Zlany potem, miejscami ledwie łapiący oddech opowiadał o swoim życiu, które – gdy się tego słuchało -zaczynało coraz bardziej przybierać etykietę „kosmity”.

 

tyson-moja-prawda

 

Z reguły biografie czyta się po coś. Pytanie więc, co można wynieś z życia Tysona? Czego można nauczyć się od bodaj największego talentu jakiego znał bokserski świat? Czytając biografie zawsze staram się wyłapać słowa, zdania, cytaty które są kwintesencją życia bohatera. W przypadku Tysona jest ich aż nadto. Ja wybrałem kilka.

Daj słabemu trochę siły a stanie się od niej uzależniony

Mike wspomniał o tym przesłaniu w kontekście nauk swojego mentora – Cusa. Ten kiedy zaczynał go szkolić co rusz posyłał przyszłemu mistrzowi wiązankę w stylu: jesteś świetnym zawodnikiem. Zrobię z Ciebie mistrza świata. Jesteś wspaniały! Dla Tysona, człowieka która wychował się w Brooklynie i dzieciństwo było istną gehenną te słowa były wariactwem. Tak Cus obudził w Tysonie ducha gladiatora, którego przekleństwem stała się własna siła. Dlaczego? Ponieważ wytworzyło w nim przekonanie, że zawsze i w każdym momencie może wszystko. A to iluzja.

 

Daj słabemu trochę siły a stanie się od niej uzależniony

 

Dla mnie ten cytat jest świetną przestrogą przed budzeniem w sobie zbytniego poczucia zadowolenia z samego siebie i egzaltacji własnym Ja. Człowiek przeceniający swoją moc sprawczą łatwo może być manipulowany, albo co gorsze. Sam może manipulować traktując to jako przywódcze wpływanie. To niesie za sobą dużo zła.

 

Robienie tego czego się nienawidzi z taką samą pasją jakby się to kochało, jest pierwszym krokiem do wielkości

Każdy z nas wykonuje czynności, którym daleko do frajdy. Praca, relacje biznesowe, życie rodzinne, szara codzienność czy nawet czas wolny. Wszystko to czasami zmusza nas do wykonywania rzeczy, których się rzewnie nienawidzi. Poranne biegi boksera, godziny morderczych treningów nawet mimo pasji do sportu mogą przyprawić o wymioty. Cus wpoił w Tysona przekonanie, że dążymy do wielkości nie wtedy gdy idzie nam jak z płatka, ale gdy kolejne zadania okupujemy niezwykłym trudem.

 

Robienie tego czego się nienawidzi z taką samą pasją jakby się to kochało, jest pierwszym krokiem do wielkości

 

Podoba mi się to przesłanie, bo choć oczywiste to jeszcze nieprzereklamowane. Życie nie jest czarno-białe (jak niektórzy próbują nam wmówić) i warto dać sobie przyzwolenie na #niechcemisię #niemamsiły #odpuszczam. Ale tylko po to, aby wiedzieć że te chwile są potrzebne, aby je p r z e ż y ć i pójść dalej.

 

Od tego jak walczysz zależy to, jak żyjesz

Tyson walczył jak zabijaka. Nie szanował przeciwników, bo – jak wielokrotnie to powtarzał – nie szanował siebie. Gardził innymi. Wywyższał się nobilitując siebie w panteonie wielkich tego świata. I chociaż, miała być to tylko gra, stało się to jego codziennością. Tak jak walczył, tak żył. Jak pisze. Stworzyłem potwora, Żelaznego Mike’a i media podchwyciły ten wizerunek, a cały świat zaczął bać się faceta, z którym żony zdradzały swoich mężów. To oblicze wielkiego twardego skurwysyna było naprawdę upojne, ale w środku byłem tylko małą cipą.

Charakter człowieka można poznać po tym jak walczy. Niekoniecznie w znaczeniu walki fizycznej, ale w tym jak zmaga się z przeciwnościami. Czy w nich widzi problem czy szansę? Czy podejmuje się sam wyzwań czy tez szuka wsparcia. Czy zwycięstwo przypisuje wyłącznie sobie? Czy potrafi wyjść poza własnego Ego i zobaczyć w innym drugiego człowieka.

 

Od tego jak walczysz zależy to, jak żyjesz

 

Mówię o tym, ponieważ my również walczymy z różnymi przeciwnościami losu. Zmagamy się z sytuacją rynkową, z wyzwaniami które stawiają przed nami klienci i serwisy ogłoszeniowe. Ale właśnie mimo różnych przeciwności losu, niesprzyjających okoliczności rynku, ale i własnych potknięć, słabości i błędów walczymy o doskonały biznes każdego z nas.

Bo jestem 100% przekonany, że od tego jak walczymy – jak zmagamy się z przeciwnościami – zależy jak żyjemy.

 

Prawdziwy profesjonalista to ten, kto potrafi utrzymać dyscyplinę i wykonywać wszystkie niezbędne działania, niezależnie od tego co czuje w środku

Kiedy przeczytałem te słowa wiedziałem, że znalazłem doskonałą definicję profesjonalizmu. Dlaczego doskonałą? Bo z jednej strony niedoścignioną – nie wiem czy jest ktoś kto zawsze potrafi zachować taki stan równowagi. Z drugiej, faktycznie na tym powinna polegać sztuka wykonywania zawodu. Szczególnie w tak wymagającej branży jak nasza. Wykonywanie tego co niezbędne niezależnie od uczuć wobec kontrahentów, parterów, klientów itp. to prawdziwy Mount Everest pośrednictwa!

 

Prawdziwy profesjonalista to ten, kto potrafi utrzymać dyscyplinę i wykonywać wszystkie niezbędne działania, niezależnie od tego co czuje w środku

Wszyscy powtarzają mi, że świetnie sobie radzę ale nikt mi nie mówi, co robię źle

Dlatego po śmierci Cusa wielki Mike Tyson upadł. Cus nie uprzedził go, jak trudne będzie dźwiganie brzemienia sukcesu. Nauczył go jak zdobyć pas, ale nie jak żyć z pasem. Tyson kilkakrotnie to powtarzał.

Liczba pochlebców, która zawsze była wokół niego przypominała kopiec termitów gorejący w słonecznym świetle. Z jednej strony był klepany po ramieniu, z drugiej nonszalancko sięgano do jego portfela. Niewielu  było w stanie powiedzieć mu prosto w twarz, że daje dupy na całej linii. I jeśli tak dalej będzie, straci wszystko. I stracił…

Wszyscy powtarzają mi, że świetnie sobie radzę ale nikt mi nie mówi, co robię źle

 

Jeśli wszyscy wokół mówią nam, że jest tak dobrze to dlaczego jest tak źle? W duchu myślę sobie, że to przesłanie było/jest najważniejsze w życiu Tysona. Od tego wszystko się zaczęło i zapewne na tym się skończy. Z pochlebcami trzeba uważać.

 

Nie ważne, że przegrywasz. Ważne co robisz później

I na końcu ulubione. Każdy popełnia błędy. Nie każdy potrafi to zaakceptować. Miota się wówczas w odmętach własnego perfekcjonizmu, spaczonych przekonań i uniesień nad własną wyjątkowością. Zauważyłem, że szczególnie Ci którzy nie potrafią przegrywać lubują się w „punktowaniu” innych. Wykazywaniu ich niekompetencji czy braku umiejętności. A to jak na ironię czysto lustrzane odbicie. Łatwiej zobaczyć drzazgę w cudzym oku, niż belkę we własnym.

 

Nie ważne, że przegrywasz. Ważne co robisz później

 

Tyson przegrywał na każdym polu. Jako syn, kolega, uczeń, bokser, ojciec, kochanek, mąż wreszcie człowiek. Jego biografia to bardziej opowieść o upadkach nich chwilach wzniosłych. A jednak to pozytywna lektura, ponieważ budzi nadzieję. Nawet najgorszy demon kiedyś odejdzie. Polecam.

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.