Ojciec współczesnego komunizmu – Karol Marks – przeszedł do historii ideologią bazującą na jednym zdaniu: „byt określa świadomość”. Rozwój kapitalizmu prowadzony pod egidą ciągłej akumulacji pieniądza tak frustrował filozofa, że musiał on wzniecić ideę rewolucji. Głębokiej zmiany polityczno-społecznej, dzięki której nastałaby równowaga. Harmonia pomiędzy najbardziej uciśnionymi chłopami a opływającymi w bogactwie kapitalistami.

Marks był człowiekiem twardo stąpającym po ziemi. Wartością było dla niego to, co materialne, a nie to, co idealne. Stąd właśnie uważał, że ekonomiczne i społeczne warunki w jakich żyjemy determinują nasze postrzeganie rzeczywistości, a nie odwrotnie.

Jak potoczyły się losy komunizmu dobrze wiemy. Ruch można różnie oceniać i wartościować. Do dziś są wielcy przeciwnicy i zagorzali zwolennicy. Spór o to czy jest dobry, czy zły nigdy nie zostanie rozwiązany. Pomijając te wszystkie banały warto postawić pytanie. Czy tezabyt określa świadomośćjest dziś nadal aktualna?

 

Czego nam brakuje?

Ponowoczesność zatarła granice między tym co globalne, a tym co lokalne. Dlatego śmiało można powiedzieć, że jesteśmy społeczeństwem, któremu żyje się nie najlepiej. Inaczej średnio, czyli nijak. Drożyzna, ciągła walka o wiązanie końca z końcem i niepewna sytuacja na rynku pracy. Podwyżki, quasi-obniżki, podatki i wyzysk na każdym kroku. Zewsząd bombardowania niepewnością i sygnały gorszego jutra. Ale nie to jest najgorsze.

Fundament cywilizacyjnej psychozy zatopiony jest gdzie indziej. Mentalnie mamy wypaczone postrzeganie podstawowej potrzeby życiowej – schronienia. Dla nas nieruchomość jest wartością samą w sobie. To przybytek szczęśliwości. Mekka spełnienia osobistych ambicji. Mitologizacja eudajmonii i materialnego zbawienia. Gloryfikujemy nieruchomości na każdym korku podkreślając quasi-ważność czterech ścian. Ich zakup stał się sposobem na życie, a nie częścią życia. Skąd to się bierze?

 

Nieruchomości kajdanami umysłu

Kapitalizm karmi nas jedną ideą – im więcej będziemy pracować, tym więcej będziemy więcej mieć, a w efekcie lepiej żyć. Bo wszak więcej, znaczy lepiej. Dziś status życia określa ilość i jakość posiadanych landów. Nieruchomości, które będąc w założeniu formą naszego zabezpieczenia są świadectwem zniewolenia. Materialnej okupacji, w ryzach której trzyma nas błędne koło tego, co „private”. System dopuścił nas do „własności”, ale płacimy za to sowitą cenę. Musimy brać udział w niekończącej się gonitwie spekulacji tego, co tak naprawdę bezcenne. To są nieruchomości w krzywym zwierciadle.

Piszę to wszystko z powodu refleksji po tym dokumencie. Refleksji bardzo głębokiej. Czasami trzeba spojrzeć z przeciwnego bieguna na świat, który nas otacza.

 

No cóż. Żyjemy w takiej rzeczywistości a nie innej. Rzeczywistości, której co najgorsze nie można zmienić. Można ją tylko zaakceptować i przewartościowywać na właściwe tory. Na trajektorię świadomości, która określa byt – nie odwrotnie. Obejrzyj film, proszę. Dla duchowej zdrowotności.

 

 

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.