Żyjemy w kulturze sukcesu, która karmi nas niesamowitymi wizjami: jeśli czegoś mocno pragniesz, możesz to osiągnąć! Każdego dnia dawaj z siebie wszystko. Działaj na 200%. Nie poddawaj się. Możesz wszystko. Jeśli Ci zależy – pokaż to, a osiągniesz sukces!


Wczoraj zupełnie przypadkiem wybrałem się z żoną na film „Zacznijmy do nowa”. Ot takie typowe romansidło przedstawiające historię niepewnej siebie piosenkarki, której talent podczas występu w pubie odkrywa zalany w trupa były już właściciel wytwórni. Chce w nią zainwestować, przede wszystkim swój czas i umiejętności, bo kasy nie ma – by zrobić z dziewczyny gwiazdę, a przy okazji odbudować swoje życie.

Film opowiada dwie historie. Młodej Grety, początkującej piosenkarki oraz Dan’a – jej menadżera. Greta została niedawno porzucona przez swojego chłopaka – Dave’a – i zaczyna przygodę z nagrywaniem własnej płyty. Dan natomiast próbuje odbudować swoją pozycję zawodową i relacje rodzinne. Fabuła jest o tyle nietypowa, że przedstawia historię nagrywania albumu Grety w różnych miejscach Nowego Yorku. Na ulicach miasta, pod mostami czy na dachu Empire State Building.

 

Przesłanie niczym truizm

Spekulacji na temat atrakcyjności filmu jest mnóstwo. Nie chcę wchodzić w rolę krytyka, bo nim nie jestem. Mnie się film bardzo podobał, szczególnie muzyka i przesłanie. W życiu Grety bowiem odbija się postawa z tytułu tego artykułu: „im mniej ci zależy, tym więcej możesz dostać”, które to słowa nota bene padają w jednej z końcowych scen filmu.

Greta nagrywa kolejne piosenki powiększając tym samym repertuar do swojej płyty. Towarzyszy jej cała świta zwariowanych muzyków, którym przewodzi Dan. Wszyscy świetnie się bawią odnajdując swoje miejsce na ziemi, a Greta nabiera przekonania poczucia własnej wartości na tym, jakim jest człowiekiem a nie na tym, co osiągnęła.

Najciekawsze jednak dzieje się na końcu. Kiedy dochodzi już do momentu wydania płyty Greta rezygnuje. Uświadamia sobie, że nie musi za wszelką cenę zabiegać o sukces. Że nie o to w życiu chodzi. Sukces już osiągnęła – jest nim wewnętrzne przekonanie o pogodzeniu się z tym, kim się jest. O tym, że w życiu ważniejsze jest to by pomagać innym. Służyć, bo bez obecności drugiego człowieka w życiu nic po naszych osiągnięciach.

Jej były chłopak – Dave – tego nie rozumiał. Za wszelką cenę pragnąć utrzymać się w maratonie sukcesu. Nie liczyły się dla niego wspólne doświadczenia przeżyte z Gretą. Zdradził ją podczas swojego pierwszego kontraktu. Jedyne znaczenie miała dla niego łaknąca wrażeń publiczność, która przecież po każdorazowym koncercie rozchodzi się do swoich domów, a on zostaje sam ze sobą i szklanką alkoholu.

 

Więcej możesz

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ bardzo boli mnie kierunek, w jakim zmierza społeczeństwo. Dziś ludzie są zafiksowani na punkcie własnej zajebistości. Chcą osiągać wszystko, żyć pełnią życia, żyć bez barier, żyć po swojemu – jakby życie było jednowymiarowe. Nie widzą, że godząc się na wizję współczesnego świata dyktowanego przez kulturę sukcesu stają się jego bezwiednym produktem. Pozwalają by ich głowy zaśmiecały cudze pragnienia, o tym by być lepszym, silniejszym, rozwijać się, osiągać niemożliwe. A gdzie normalność?

Greta udowodniła, że im mniej Ci zależy, tym więcej możesz dostać. Nie dlatego, że się nie starasz lecz ponieważ pogodziłaś się z własną naturą. Taka postawa spowodowała, że to nie ona zaczęła doceniać życie, lecz niejako życie zaczęło doceniać ją. Nie koncentrowała się na sobie lecz na innych. Bo nie żyjemy dla siebie…

Czasami warto odpuścić by zobaczyć, czy to, o co tak zabiegamy ma w ogóle jakiś sens. Czy jest nam potrzebne? Może się bowiem okazać, że ta cała walka, pragnienia, marzenia i cele nie są nasze. Są produktem innych ludzi o niespełnionych ambicjach, którzy szczęścia zamiast w tym, co mają upatrują w tym, co chcieli by mieć. Jacy chcieli by być. Dziś nikt nie chce być sobą lecz lepszą wersją siebie.

 

zdjęcie: tmarsee530