Przymierzałem się do tego tekstu chyba z pięć razy. Nie wiem dlaczego. Czy to kwestia ilości informacji jaką mój umysł otrzymał podczas konferencji? Trudność wyłapania z wielu tematów kilku istotnych wątków? Tak zwanego ogólnego zmęczenia materiału? A może po prostu marketingowe rewolucje nie były wcale taką rewolucją jaką zapowiadano i nie ma o czym pisać?

No cóż… Jest. W moim odczuciu konferencja okazała się sprawnie przeprowadzoną imprezą, obfitą nie tylko w ekspertów z różnych dziedzin przekazujących merytoryczną wiedzę, ale przede wszystkim pełna inspiracji, dzięki którym można inaczej patrzeć na swój biznes. Bo czyż nie temu służą podobne spotkania? Zdobyciu wiedzy i pomysłów dzięki, którym naprostujemy interes i efektywniej będziemy nim zarządzać.

Jestem przekonany, że każdy z uczestników wyniósł coś dla siebie, coś innego. Jedni być może tylko frustrację i zniechęcenie, bo byli, bo być musieli (bo pan prezes kazał to są). Drudzy jakąś lekcję, dzięki której odrobią pracę domową. Ja wróciłem z trzema wnioskami.

Po pierwsze, na wszelkie nasze działania musimy patrzeć z perspektywy celów, jakie przed nimi stawiamy. Dlaczego? Bo to cel determinuje wybór narzędzi marketingowych, a nie odwrotnie. Reklama w offline, prasa wcale nie jest gorszą opcją niż internet, i wcale nie jest skazana na porażkę. Kwestia celów jakie przed tymi mediami postawimy i jak konsekwentnie będziemy do nich dążyć.

Po drugie, dobra komunikacja to komunikacja zintegrowana. Nie warto „ograniczać” się tylko do jednego medium, a wręcz wspierać przekaz na poziomie kilku źródeł. Nawet jeśli nasi klienci są ekstra precyzyjnie stargetowaną grupą, to tak naprawdę nigdy nie mamy pewności, co do ich stylów komunikacji. Dlatego warto docierać do nich różnymi kanałami.

I po trzecie, wizerunek jest ważniejszy niż doświadczenie. Ale o tym, jeszcze napiszę…

W kilku słowach podsumowania… Na konferencji naprawdę świetnie się bawiłem, poznałem kilka ciekawych osób, otrzymałem sporą dawkę wiedzy i inspiracji. Może nie były to rewolucje przez duże R, ale z pewnością kolejna, ważna przygoda na drodze do sukcesu. Przy następnej organizacji popracowałbym nad kwestią integracji uczestników i faktycznym wykorzystaniem potencjału business mixer. Bardzo mi tego zabrakło i być może to rozrzewnienie sprawiło, że dopiero teraz ten tekst pojawił się na blogu. No ale cóż, zawsze musi być jakieś ale. Do następnego!

zdjęcie: http://bit.ly/18YQEML

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.