Powiedźmy sobie szczerze. Wielu wzdryga się stylem, jakim Frank Underwood doszedł do prezydentury USA. Lecz jednocześnie czy ten styl ze względu na swą skuteczność nie budzi podziwu?

Założenie, że większość ludzi jest uczciwa i sprawiedliwa, czy coś zupełnie przeciwnego – człowiek człowiekowi wilkiem a życie to gra o sumie zerowej – wynika z naszych przekonań na ludzką naturę. Być może nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę, szczególnie gdy ktoś nas krzywdzi a my zastanawiamy się dlaczego, ale rezultaty naszych działań biorą się wprost z tego, jak postrzegamy świat.

Według badań socjologów i psychologów większość ludzi myśli o innych pozytywnie. Uważa, że być może funkcjonujące rozwiązania nie są idealne, ale działają na tyle sprawnie, by móc wykazywać się ogólnym zaufaniem i wiarą w ludzi. W gruncie rzeczy, gdyby było inaczej rozwój społeczny byłby trudny do osiągnięcia, a obecne trendy np. ekonomia dzielenia się, w ogóle niemożliwe do urzeczywistnienia.

 

Wzór zła

Są jednak jednostki idące pod prąd. Odrzucające sprawiedliwe podziały i wartości: zaufania, wiary, szczerości. Rugają wszelkie cnoty. Koncentrują się wyłącznie na sobie. Niszczą dobre imię najbardziej oddanych tylko po to, by w swe obślizgłe łapska zgarnąć, co pożądane. Takim wzorcowym przykładem jest Frank Underwood.

Typ spod ciemnej gwiazdy. Relacyjny zawadiaka i przerażający interesant. Dla Underwooda życie to gra o sumie zerowej. Ktoś musi przegrać, by ktoś wygrał. To gość, który nie cofnie się przed niczym. Do szpiku kości zdeterminowany, niepochamowany, amoralny i makiaweliczny. Mówi ludziom to, co chcą usłyszeć. Nie zdradza swoich prawdziwych intencji. Nie ufa nikomu poza sobą. Stosuje sztuczki mające wyprowadzić innych na manowce podczas, gdy sam zmierza na piedestał. Spryciarz!

Ale z drugiej strony to przesympatyczny wizerunkowo gość, który zdaje się nie skrzywdziłby muchy. Serdecznym uśmiechem zbija jakiekolwiek podejrzenia nieuczciwości, a piekielną inteligencją budzi podziw. Hipokryta w najczystszej postaci.

Dlatego chociaż House of Cards to serial z gatunku intryg politycznych, to w gruncie rzeczy bardziej przypomina studium przypadku ludzkiej psychiki niż kulisy partyjnych układanek. Dla mnie polityczne utarczki, hochsztaplerka i wyrafinowane podchody są tylko sposobem ukazania, bądź lepiej – próby dotarcia przez obnażenie – ludzkiej natury.

 

Cena skuteczności

Trudno przecież utożsamiać się z kimś pokroju Underwooda. Zło wcielone jakich mało. Belford czy inni Darth Vader to przy nim pikuś. Ale każde zło pociąga. Magnetyzuje swoją mrocznością, przebiegłością i skutecznością. Skąd ona się bierze?

Underwood jest tak silny i skuteczny ze względu na 100% przywiązanie do własnych wartości. Wszystkich, których ogrywał złamali swój system. Ulegli pokusom władzy, mamony, statusu czy prestiżu. Polegli, bo w pewnym momencie zawahali się czy warto. I to było słabością, którą zawsze Frank wykorzystywał. On nigdy nie zwątpił w słuszność swoich wartości – jaka by ona nie była.

Jednak mimo tego, trudno tę cechę postrzegać w kategoriach dobra ogólnego, a co więcej naśladować. Szczególnie w naszej branży.  Z kolei zamach na moralność dyskwalifikuje jakąkolwiek nić współpracy czy partnerstwa. Ale już z determinacją nie jest tak źle. Wszak agenta musi przepełniać stanowczość i wola, by sprzedawać.

 

Na co dzień dotyka nas tak wiele trosk i niezrozumienia, że dość łatwo przychodzi machnąć ręką i udając nieistotność chwilowej utarczki pójść dalej. Tłumaczyć, że robię swoje i tyle. Reszta mnie nie dotyczy. Tak nam trudno przyznać się przed innymi jacy jesteśmy naprawdę, że przed samymi sobą udajemy kogoś innego. Zadajemy wówczas największy z możliwych kłamstw. Kłam przeciwko samemu sobie.

Może House of Cards jest metaforą naszej własnej gry o nas samych? Chciałbym wszak być tak niezłomny w obronie swoich wartości jak Francis. Potrafić bez skrupułów bronic to, w co wierzę. I tak niezłomny powinien też być każdy agent, bo największym absurdem tego rynku jest dopuszczanie przekonania, że to rynek z kart. Nieukładany, dziurawy, interesowny, kaleki – a przecież to przekonania kreują nasze działania. Żeby więc porzucić absurdy rynku wypada najpierw stłamsić absurdy działania.