Podobno pewne w życiu są tylko dwie rzeczy. Podatki i śmierć. Nie zgadzam się z tym. Jest coś jeszcze. To rozwój. Odzwierciedla fakt, że coś starego jest zastępowane czymś nowszym.  W tym procesie charakterystyczna jest powtarzalność faz. Wyparcia, wyśmiewania i akceptacji. Mam wrażenie, że dyscyplina jaką jest home staging przeżywa właśnie ten drugi etap. A przecież to doskonałe narzędzie sprzedaży mieszkania! 

Nie wiem czy można definitywnie określić kiedy home staging wkroczył na polskie salony. Nie wiem nawet czy jest to istotne i komu potrzebne. Fakty natomiast są niezaprzeczalne. HS jako narzędzie sprzedaży na dobre zagościł na naszyhm rynku nieruchomości. Co więcej, w wielu biurach jest fundamentem marketingu ofert.

Nie napiszę, że home staging to przygotowywanie nieruchomości do sprzedaży, to zwiększanie potencjału itd. Nie. Home staging to po prostu metoda. Może być zarówno częścią systemu sprzedaży, jak i samym systemem. Jak kto woli. Może też być tylko narzędziem marketingowym wywierającym określony wpływ sprzedażowy. Jak to woli. Może być również mieczem walki z konkurencją i chęcią wyróżnienia się na rynku. Jak kto woli. Co by jednak nie mówić nie może być lekceważony. Dlaczego?

 

Narzędzie sprzedaży mieszkania

Ano dlatego, że home staging realnie zwiększa potencjał sprzedażowy nieruchomości. A o ile, to już zależy od umiejętności home stagera. I to tu chyba jest największy problem z medialnym koglem-moglem wokół tej dziedziny.

Tak bowiem, jak w wielu dyscyplinach i tu zróżnicowanie na poziomie świadomości stosowania zasad home stagingu jest naprawdę różne. A tym bardziej, że jest to dyscyplina naprawdę młoda, która niestety nie doczekała się jeszcze w Polsce zinstytucjonalizowanej formy kształcenia.

Coraz częściej obserwuję praktyki, gdzie to osoby będące dotychczas fotografami (nawet nie wnętrz tylko specjalizujący się w portretach, ślubach itd.) węszą złoty interes i zaglądają do Ikei i innych Pepko po tanie drobiazgi. Później ogłaszają się, że świadczą profesjonalny home staging i do tego zazwyczaj jako pierwsi w mieście!

W konsekwencji rynek jest zalewany quasi-działaniami, które nie prowadzą do sprzedaży a jedynie do atrakcyjnego wyglądu oferty. A czy na tym zależy sprzedającemu?

I znów równajmy w górę!

Może się teraz wydawać, że snuję tu żale czy uprawiam soczyste malkontenctwo. Nic z tych rzeczy. Pragnę jedynie zwrócić uwagę, że tak naprawdę to co się dzieje jest normalnym przejawem rozwoju dyscypliny. Home staging kształtuje się i wyrabia własną kulturę. I teraz, to od nas zależy jaka ona będzie.

Jeśli zaczniemy uprawiać szyderę i kwękactwo nie wyrośnie z tego nic dobrego. Bo rynek – czyli nasi klienci – zostanie zaszczuty złymi opiniami. A jak to bywa, najgorzej na złej nowinie wychodzi posłaniec, więc niechybnie dostanie się pośrednikom. Absurd. Chyba nie tego chcemy!

Warto więc zmienić wektor i zamiast deprecjonować home staging wskazywać na to co pozytywne. Mówić o tych działaniach, które inspirują, mobilizują, przynoszą wartość klientom. Tylko podniesienie poprzeczki sprawi, że ci „słabi” nie będą w stanie doskoczyć jeśli się nie rozwiną. Tym samym wszyscy będą wygrani.

Obawiaj się, gdy inni są zachłanni. Bądź zachłanny, gdy inni żywią obawy

W moich złotych notatkach nie mogę odczytać kto to powiedział, ale to zdanie idealnie pasuje mi do opisanej sytuacji. Wielu spośród tych, którzy uprawiają krytykanctwo stawia się po stronie tych obawiających się, podczas gdy reszta jest zachłanna. Może więc warto wejść w rynek z impetem, aby to inni żywili obawy?

zdjęcia: Jacek Sztorc

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.