Od blisko pół roku niczym tolkienowski golem chodzi za mną tytułowe zdanie,  świdrując umysł: „napisz, napisz, napisz!”. W trzewiach czuję, że to refleksja warta uwagi, lecz poza kilkoma bazgrołami nie potrafię spłodzić nic konkretnego. Aż w końcu nadszedł dzień zmiany.

Życie to walka. Człowiek walczył od początku dziejów. Najpierw był to bój o ogień, później wpływy i pozycje, dziś walczymy o zasoby i ich najcenniejszą formę jaką jest uwaga. Walczą państwa, narody, walczą na nieprzejednanym rynku konkurencji marki. Ale walczymy też jako jednostki. Każdy z nas zmaga się z przeciwnościami losu. Z samym sobą.

 

Wariactwo

Większość z nas (jeśli nie my wszyscy), rządzi się potrzebą udowadniania jakiegoś czegoś, jakiemuś komuś. Staje do wyścigu o miano „NAJ” I złoty medal lidera.

Dowodem tego są święcące sukcesy funkcje zarządzania, menadżerstwa, coachingu. Zarządzamy sobą, czasem i zadaniami. Jesteśmy menadżerem własnych projektów, zbiorów,  ba – nawet diety!  Coachujemy wszystko i wszystkich włącznie z samym sobą!

Czy to nie paranoidalny świat? Rzeczywistość osiągania, dążenia do bycia „naj”, do „przekraczania barier”. Dziś mało kto ma odwagę pogodzić się z własnym losem. Każdy chce uciekać ze swojej strefy komfortu, osiągać niemożliwe, karmiąc przy tym swoje ego wybujałymi ambicjami, a obce portfele realną walutą.

Nikt nie chce pokazać, że jest słaby. Każdy zbroi się w oręż „dam radę” i „co mnie nie zabije, to wzmocni”. A komu to potrzebne? Czyż siła, tak jak piękno, nie tkwi w skazie, nie pochodzi ze słabości?

 

Stop. Wolniej!

Po co walczyć? Z kim i w imię czego? W życiu przyzwolenie na „danie ciała” jest tak samo potrzebne i ważne, jak poklepanie po ramieniu – „dałeś radę”.  Nie dajmy się zwariować. Człowiek, który rozumie w jakim świecie żyje nie musi z nim walczyć. Po prostu go doświadcza.

Dlatego, trochę na przekór, życzę Ci z całego serca, aby te Święta były okresem słabości. Czasem pochylenia się nad wszystkimi negatywnymi rzeczami, które Cię spotkały. Nie dlatego, aby dzięki temu wyjść mocniejszym. Ale by mieć świadomość, że to normalne. Że masz prawo mieć gorsze dni, czuć złość i frustrację i co więcej – nie walczyć z tym. Pozwolić sobie doświadczać. Tak po prostu.

Piękne słowa Sartre istnieć, to tworzyć własne istnienie – są dziś potrzebne jak nigdy dotąd. Nie uciekajmy od siebie, bo jeśli to zrobimy, nikogo wokół nie spotkamy. Chciałbym rozumieć świat w jakim żyję, by nie musieć z nim walczyć. By móc po prostu go odkrywać. Pozytywnych chwil!

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.