W 1919 roku młody osiemnastolatek, który dopiero co wrócił z rocznego pobytu we Francji stanął na przedmieściach Manhattanu i napawał się widokiem wielkiego świata. Energia i nadzieja uskrzydlały go. Wbrew rodzicom, zdrowemu rozsądkowi i koniunkturze postanowił, że nie będzie pracował w fabryce ojca, ale zostanie artystą. I to artystą wyjątkowym. Stał się alternatywą, a nie opcją na rynku. 

Ruszył w świat w poszukiwaniu posady rysownika. Po wielu próbach w końcu znalazł miejsce dla siebie. Zarabiał grosze, ale nie przeszkadzało mu to. Nie zależało mu na pensji. Chodziło o coś więcej, o możliwość realizacji. Jako młody adept tej rozwijającej się sztuki miał nieposkromioną siłę ulepszania na swój sposób wszystkiego, co go nie zadowalało. Między innymi dzięki temu doszło do powstania kultowych filmów Laugh-O-grams i wstąpienia Walta Disney’a na rysunkowe salony.

Ale to było zbyt mało. Jedna produkcja goniła drugą. Sam ze sobą prześcigał się w pomysłach. Podczas gdy wszyscy robili to samo, on zastanawiał się jak wprowadzić postacie ludzkie do świata animowanego. Zrobić coś odwrotnego. Gdy konkurencja krzywo patrzyła na filmy dźwiękowe – on dostrzegał w nich sukces. Gdy truchlała przed telewizją – wykorzystał jej potencjał do rozwoju swoich kreskówek.

 

Święty grall sukcesu

Walt Disney był człowiekiem z pewnością niezwykłym. Ale nie dlatego, że miał talent, artystyczną duszę, wyczucie dobrego smaku czy jeszcze lepiej – urodził się dobrych czasach. Był wyjątkowy, ponieważ chciał być inny. Zawsze pragnął być alternatywą, nigdy opcją.

Ostatnio w moim życiu pojawiło się dosyć sporo doświadczeń związanych z próbą powielania marketingowych działań. Kopiowania pomysłów, wykorzystywania gotowych rozwiązań, bierności tworzenia. Pomyślałem więc, że trochę się temu przyjrzę i podzielę własnymi ideami, którymi to kieruję się w rozwoju. No bo w czym tkwi tajemnica sukcesu? Jak to jest, że jedne firmy odnoszą sukces a inne ledwie wiążą koniec z końcem. Od czego to zależy?

 

Nigdy nie postrzegaj konkurenta jako wroga

Jesteśmy egoistami. Nasze marki również nimi są. „Chcą” mieć wszystko dla siebie, wytwarzać najlepsze produkty, być same na rynku. Wówczas byłyby niezagrożone i mogłyby się bezpiecznie rozwijać. Niestety to pobożne życzenia i zamiast żyć w samotności muszą walczyć o swój byt. A walka, konflikt to nic innego jak wzajemna niechęć. W takich warunkach każdy konkurent staje się od razu wrogiem, którego trzeba unicestwić. Im jest on większy, tym większą niechęć do niego żywimy i tym prędzej chcielibyśmy aby upadł.

To założenie ma jednak jeden minus. Tylko konflikt budzi rozwój. Tylko przeciwnik może wzbogacić nas i nasze kompetencje! Dlatego Twój konkurent nie jest Twoim wrogiem. Jest po prostu konkurentem. Nikim więcej.

A jeśli tak, to nie ma najmniejszego sensu w lekceważeniu, poniżaniu czy wyśmiewaniu jego praktyk. Warto natomiast monitorować te działania, weryfikować pozycję na rynku i uczyć się na jego doświadczeniu. Bez względu na to czy popełnia błędy, czy odnosi sukces. Wszystko to jest informacją zwrotną, która może pomóc w naszym rozwoju. Oczywiście o tyle, o ile ją zaakceptujemy i pod ostrzem surowej autokrytyki wykorzystamy. Nasza konkurencja jest naszym najlepszym doradcą! Ale…

 

Znajdź różnice między benchmarkingiem a kopiowaniem

Chcesz odnieść sukces? Nie kopiuj innych. Analizuj ich działania, obserwuj komunikację, doszukuj się symptomów powodzenia. Nie wykorzystuj pomysłów czy gotowych rozwiązań, lecz zwróć uwagę, jak i dlaczego się one pojawiły. Innymi słowy, szukaj tych elementów, które budują sukces i dzięki nim wdrażaj własną strategię. Nie przekładaj cudzej strategii na własne działania. To droga donikąd.

Bardzo inspiruje mnie Nike. Przyglądam się komunikacji tej marki, poznaję historię. Ale gdybym odpowiadał za marketing adidasa i produkował odzież sportową, nie zrobiłbym logo w kształcie łyżwy. Nie zatrudniał znanych sportowców do reklam czy kopiował pomysłów takich jak art of speed czy nike+. Tak jak Nike szukałbym wartości, dzięki której mógłbym zbudować nić porozumienia pomiędzy tym,  w czym jestem dobry, a tym, czego potrzebują ludzie. Potem stworzył obietnicę i konsekwentnie ją komunikował na każdej płaszczyźnie styku z marką.

Przesłanie „just do it” jest ponadczasowe, ponieważ uderza w najskrytsze pragnienia każdego człowieka – zrobienia czegoś dla siebie. Wyjścia z letargu i po prostu zaczęcia działać. Ot tak! A do tego wystarczą wyjątkowe narzędzia automotywacji – buty za 500 zł.

 

Twórz wartość a nie tylko sprzedawaj usługi

Wielkie firmy nie sprzedają usług czy produktów. Zarażają wizją. Ich przesłanie jest jak incepcja. Idea otaczająca nasz umysł, w końcu przenikająca do jego najgłębszych struktur i budząca wyobrażenia nowego życia. Przejścia ze stanu JA realne w stan JA idealne.

Wiem, że hasła „buduj doświadczenie”, „sprzedawaj wartości”, „pobudzaj wyobraźnię” wydają się wyświechtanymi frazesami, ale prawda jest brutalna. Nie jesteśmy z tego świata. Przekraczamy ten świat. Każde nasze działanie jest przejawem, że chcemy czegoś więcej. Chcemy wyjść poza schemat. Przekroczyć granice. Co prawda rozum sprowadza naszą wyobraźnię na ziemię, lecz ona szybko się podnosi i znów powraca do innego świata.

Wyjątkowe marki odpowiadają na te wołania. Kreują rzeczywistość, do której warto dążyć. W której warto być, którą warto współtworzyć. Wówczas możemy poczuć się jak bogowie. Dlatego nie warto sprzedawać produktów czy usług. Trzeba tworzyć wartości, których potrzebują klienci.

 

Bycie opcją jest do bani!

Walt Disney budując swoje imperium od początku wiedział do czego dąży. Nie zależało mu na pieniądzach. Zawsze miał do nich nietypowy stosunek. Nudziło go zarabianie. Chciał po prostu coś tworzyć. Robić coś konkretnego. Coś, co wprawia w ruch, co porusza. Pieniądze były tylko środkiem do osiągnięcia tych marzeń.

Marzeń by we wszystkim co robi być alternatywą. By ludzie nie zastanawiali się czy pójść na film jego, czy pana X. Nie było pana X bo nie było takiej opcji. Disney oferował zupełnie inny wymiar rozrywki. Nieporównywalny z niczym innym. To nie był wybór między filmem a filmem. To był wybór między dobrą zabawą a filmem.

My budując nasze marki też powinniśmy myśleć w ten sposób. Nasza oferta nigdy nie powinna być porównywana do konkurencji. Prawda jest bowiem taka, że zawsze pod jakimś względem wypadniemy gorzej. Zawsze – taka jest natura porównań.

Kiedy jednak będziemy się od nich dystansować i podążać w kierunku alternatyw – zawsze wygramy. Taka jest potęga marzeń.

zdjęcie: khem pravesvuth

Zaprenumeruj ten blog przez e-mail

Wprowadź swój adres email aby zaprenumerować ten blog i otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach przez email.