Kiedy zacząłem pracę jako agent nieruchomości nie spotkało się to z pozytywną opinią moich najbliższych. Niby ciekawy biznes, ale oferowane warunki, charakter pracy plus niepewne wynagrodzenie raczej nie budowały wizji bezpiecznego zawodu.


I prawdę powiedziawszy tak też było. Chociaż z miesiąca na miesiąc zdobywałem większe doświadczenie, wciąż  moja praca przypominała inwestowanie w wieczne „jutro” niż rozkoszowanie się efektami „tu i teraz”. I prawdę powiedziawszy, tak też jest do dziś…

Z drugiej strony obserwuję, jak koledzy i koleżanki zmagają się z podobnymi opiniami. Że to niepewny zawód, bez przyszłości, ciągłe wiszenie na telefonie, walka z inwektywami klientów i zero poszanowania. I nawet gdy prowadzona transakcja wydaje się zbliżać ku szczęśliwemu końcowi, a współpraca z klientami przypomina idealne relacje zawsze coś może pójść nie tak. Ni stąd ni zowąd coś komuś strzeli do głowy i nie chce się rozliczyć z wynagrodzenia. Unika kontaktów, chachmęci, co w konsekwencji często ma finał w sądzie.

Życie agenta to niekończąca się sinusoida chwał i porażek. Konkluzja jest więc prosta. Agent nieruchomości to zawód dla wariatów. Trzeba mieć naprawdę nie po kolei w głowie, aby godzić się na takie sfiksowane życie. Istna jazda na wariackich papierach. I to w imię czego? Uznania, pieniędzy, sukcesu? A czymże jest ten sukces?

 

Agent nieruchomości a sukces

Gdybym zapytał Cię, co to znaczy odnieść sukces, mógłbyś odpowiedzieć. Osiągnąć wolność finansową, zdobyć prestiż, uznanie, zostać sławną osobą, posiadać wymarzone auto, dom, zawód itd. Otóż może to wszytko i prawda, ale niepełna.

W latach 60. w USA przeprowadzono ciekawe badanie, tzw. marshmallow experiment. Grupę dzieci w wieku przedszkolnym zamknięto w pokoju i postawiono przed nimi talerz ze słodką pianką. Mogły ją zjeść od razu albo poczekać 15 minut i otrzymać dodatkową. Większość zadeklarowała, że poczeka, jednak pokusa była silniejsza…

Psychologowie badając umiejętność samodyscypliny i silnej woli doszli do ciekawych konkluzji na temat zdolności odkładania przyjemności. Gdy po latach diagnozowano status dorosłych już osób wyciągnięto prostą korelację. Największym powodzeniem w życiu (status materialny, życie rodzinne, inteligencja, emocjonalność, życie zawodowe, zdrowie) cieszyli się ci, którzy będąc dzieckiem nie ulegli pokusie zjedzenia jednej pianki, lecz poczekali by otrzymać dwie.

 

Sukces nie jest celem, sukces jest drogą

Jaka jest tego puenta? Otóż sukces jest niczym innym, jak umiejętnością czekania na rezultat. Bieżącymi efektami zadowalają się ludzie ceniący bezpieczeństwo czyli nijakość. Prawdziwymi sukcesorami życia są ci, którzy czasami latami potrafią pracować na przyszłe efekty.

W świecie wiecznego pośpiechu wszyscy oczekują szybkich rezultatów zapominając, że na dorodny owoc trzeba poczekać. Paulo Coelho powiedział – wariaci, podobnie jak dzieci, nie dają za wygraną, dopóki ich życzenie nie zostanie spełnione.

Jeśli więc umiesz odłożyć chwilową przyjemność, by w konsekwencji otrzymać wielki kosz słodyczy już odniosłeś sukces.  Jesteś wariatem, który walczy by spełniać swoje życie. Ciesz się. Bycie wariatem to prawdziwy przywilej.